Pocztówka z wakacji  -  Czy warto wybrać się na weekend nad morze ?

Pocztówka z wakacji - Czy warto wybrać się na weekend nad morze ?

Jeszcze kilka miesięcy temu nie sądziłam, że uda mi się w tym roku zobaczyć morze. Ba, nie śniłam o tym nawet w snach. Zgłosiłam się jednak na See Bloggers - największą w Polsce imprezę dla Twórców Internetowych organizowaną w Gdyni i o dziwo udało mi się dostać. Byłam przeszczęśliwa. Chyba bardziej niż sam udział w konferencji ucieszył mnie fakt, że po kilku latach odetchnę bryzą morską. Posiedzę na piasku, zamoczę nogi w wodzie i będę cieszyć się chwilą. 
Wyjazd był krótki i na dobrą sprawę zorganizowany na ostatnią chwilę. Szybkie szukanie noclegu na booking.com (bo wiadomo sezon i te sprawy), pakowanie walizki, wyczyszczenie karty pamięci w telefonie i aparacie, wgranie mp3 na pendrive i można było ruszać w drogę.
Podróż poszła szybko i sprawnie. W niespełna siedem godzin (z przystankami) przemierzyliśmy całą Polskę i ujrzeliśmy morze. Szczerze? Czekałam na ten widok pięć lat. I w końcu się doczekałam!
Dwa pierwsze dni spędziliśmy głównie we Władysławowie i Jastrzębiej Górze. Trochę posiedzieliśmy na plaży, trochę poleżeliśmy w promieniach słońca, odrobinę pospacerowaliśmy w strugach deszczu. Morze jest piękne o każdej porze. Zarówno dnia jak i nocy. Bez względu na to czy świeci słońce, czy jest pochmurnie lub deszczowo ma swój klimat. I za to właśnie go kocham.
Nad morzem piękne są wschody jak i zachody słońca. Mnie niestety udało się tylko widzieć zachód, ale nie żałuję. Było warto.
Prawdę powiedziawszy po raz pierwszy byłam nad morzem w sezonie. Tłumy na plaży w godzinach popołudniowych totalnie mnie przeraziły. Nie skłamię pisząc, że byłam w szoku. Autentycznie. Wszędzie tabuny opalających się ludzi, milion parawanów. Dojście do morza i spacer jego brzegiem graniczyło z cudem. Zwątpiliśmy po takim widoku. Podziwiam te wszystkie osoby, które uwielbiają spędzać w taki sposób czas. Ja po 10 minutach jestem już znudzona. Nie cierpię siedzieć w miejscu!

Pogoda, w ciągu naszego długiego nadmorskiego weekendu była w kratkę. Raz było słońce, raz deszcz. Nie przeszkadzało nam to zupełnie. W piątek popołudniu udaliśmy się do Gdyni. Gdyni, która oczarowała nas pod każdym względem. Zazdroszczę wszystkim tym, którzy tam mieszkają. 
Podczas tego wyjazdu mogłam poznać to piękne miasto. Byłam tam pięć lat temu, jednakże wówczas miałam okazję odwiedzić tylko Akwarium Gdyńskie, Statek-Muzeum Dar Pomorza i posiedzieć na Skwerze Kościuszki. Tym razem było o niebo ciekawiej. 
Spacery bulwarem nadmorskim; przejażdżka diabelskim młynem, podziwianie panoramy Gdyni z góry; pyszne gofry bez których nie wyobrażam sobie pobytu nad morzem; wędrówki po klifach; wdychanie jodu wieczorową porą gdy plaże już pustoszały oraz wiele innych atrakcji które sobie zafundowaliśmy sprawiły, że czułam się szczęśliwa.
Co więcej w końcu udało mi się zobaczyć dekoracje stworzoną z parasolek. Marzyłam o tym od dawna.  Niewątpliwie się ucieszyłam, gdy okazało się, że w Gdyni coś takiego można znaleźć! Ba, kiedy Luby pokazał mi ją z diabelskiego młyna wiedziałam, że koniecznie musimy jej się przypatrzeć z bliska!
 

Jak wiadomo, nie samym morzem i pięknymi widokami człowiek żyje. W końcu do Gdyni przyjechałam na Konferencje. Oczywiście wzięłam w niej udział. Próbowałam jednak jak najwięcej wyciągnąć z całego wyjazdu pod każdym względem. Tak więc była wiedza, relaks, praca i pyszne jedzonko. 
Wróciłam z masą zdjęć, pozytywną energią, motywacją. Gotowa na nowe działania. Gotowa na zmianę. Myślę, że ten krótki "urlop" był mi potrzebny. Wiele rzeczy zrozumiałam, do wielu rzeczy "dorosłam" i postanowiłam wdrożyć w życie. 
Nic bardziej nie uspokaja jak widok tafli morza. Przynajmniej mnie. Nad morzem czuję się wspaniale i z pewnością będę często tam wracać. W szczególności do Gdyni, która ma swój urok.
Po wyjeździe jestem bogatsza o nowe doświadczenia. Był to czas przemyśleń, zadumy, oderwania od rzeczywistości, która nieco mnie przytłaczała ostatnimi czasy. Zdałam sobie sprawę, że warto spróbować czegoś nowego. Coś zmienić. Złamać stereotypy. Dać się ponieść chwili. Utwierdzałam się w tym przekonaniu już długo, jednakże teraz zaczęłam wszystko wdrażać w życie. Zobaczymy co będzie. Czas pokaże. Nie ma co gdybać. Trzymajcie kciuki, żeby się udało.
Nad morzem było super! Żałuję tylko, że byłam tam tak krótko. Liczę na to, że w przyszłym roku zagoszczę tam dłużej i w pełni nacieszę się tamtym klimatem. Już nie mogę się doczekać.
A na zakończenie tekst piosenki, która w dużej mierze motywuje mnie do działania po tym całym wypadzie. Towarzyszyła mi całą drogę i jak widać, została ze mną na dłużej!

A o See Bloggers opowiem Wam następnym razem...


BANDI krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami - testuj z Karolajn

BANDI krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami - testuj z Karolajn

Jakiś czas temu przedstawiałam zawartość box-a Only you Rozkwitnij wiosną. Znalazło się w nim wiele ciekawych i interesujących produktów, o których do tej pory tylko słyszałam lub czytałam. Teraz mogłam działanie wielu kosmetyków sprawdzić na własnej skórze. I to dosłownie. 
Z racji tego, że box prezentował się zacnie, a różnorodność produktów przerosła moje oczekiwania postanowiłam niektórymi rzeczami się podzielić. Nie wszystko bowiem odpowiada mojej skórze. A przecież nie chcę zrobić jej krzywdy. Prawda?
I tak oto krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami BANDI podarowałam swojej Przyjaciółce. Stwierdziłam, że krem bardziej jej się przyda i przypadnie do gustu. Nie myliłam się. Ucieszyła się niezmiernie, gdy jej go wręczyłam. Okazało się, że stosuje produkty tej marki i ceni je sobie.
krem nawilżający złuszczająco-biostymulujący Bandi
BANDI nawilżający krem o działaniu złuszczająco-biostymulującym delikatnie usuwa nagromadzone, martwe komórki warstwy rogowej, oczyszcza i zwęża rozszerzone pory, ogranicza błyszczenie skóry, łagodzi objawy aktywnego trądziku oraz długotrwale nawilża. Producent podaje również, że krem odpowiedni jest do każdego rodzaju cery, nawet wrażliwej. Co więcej możemy przeczytać, że krem wygładza zmarszczki, intensywnie nawilża i intensyfikuje syntezę kolagenu, elastyny i glikozaminoglikanów. Zmniejsza objawy fotostarzenia skóry oraz przebarwienia pigmentacyjne. Zapewnia skórze gładkość, świetlistość a także wyrównany koloryt.
krem nawilżający złuszczająco-biostymulujący Bandi
Po tak pozytywnych obietnicach producenta moja Przyjaciółka miała duże oczekiwania dotyczące tego kremu. Jak już wcześniej wspomniałam, firmę zna i doskonale zdaje sobie sprawę, że za wyższą cenę otrzymujemy krem, lepszej jakości. Czy na pewno?  
krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami
Poznajcie opinię Dominiki, na temat kremu z kwasami od Bandi. 
Krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami otrzymujemy w opakowaniu z dozownikiem w postaci pompki. Prawdę powiedziawszy jest takie rozwiązanie w przypadku kremów do twarzy jest moim ulubionym. Pompka idealnie odmierza ilość kremu, a cały proces aplikacji jest higieniczny.
Szata graficzna produktu, utrzymana jest w stonowanych barwach, w odcieniach bieli i szarości. 
Zgodnie z zaleceniami producenta krem należy stosować 3 miesiące a następnie zrobić przerwę. W ciągu roku warto pokusić się o dwie takie kuracje. 
Krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami ze względu na niską fotowrażliwość można stosować w okresie letnim. Warto jednak zaznaczyć, że podczas kuracji produktami zawierającymi kwasy skórę należy odpowiednio zabezpieczyć stosując kremy z filtrami (minimum 30SPF). Jeśli jednak planujemy wyjazdy w tropikalne kraje, odznaczające się dużym nasłonecznieniem na okres około 3 tygodni należy zaprzestać stosowania kosmetyku. Krem BANDI, używam od końca kwietnia, jednakże nie zauważyłam żadnych tworzących się przebarwień słonecznych. 
Nawilżający krem o działaniu złuszcająco-biostymulującym BANDI posiada gęstą, białą konsystencję, która w momencie wchłaniania nie pozostawia tłustej warstwy, lepkiego filmu. Krem nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha porów, a przy mojej mieszanej cerze jest to bardzo ważne. 
Krem jest praktycznie bezzapachowy. Uważam to za duży plus, gdyż nie lubię gdy kosmetyki do pielęgnacji twarzy zbyt intensywnie pachną. Krem jest wydajny. 
krem nawilżający złuszczająco-biostymulujący Bandi
Śmiało mogę napisać, że nawet teraz, gdy rano wstaje moja skóra nie jest tłusta. Nie świeci się. 
Po około tygodniu regularnego stosowania zobaczyłam, że moja skóra stała się bardziej miękka i "mega" przyjemna w dotyku. Byłam w szoku. Do tej pory używałam wiele kremów, lecz nigdy nie osiągnęłam tak fantastycznego efektu.
Pomimo tego, że krem delikatnie złuszcza naskórek nie zaobserwujemy żadnego łuszczenia się na twarzy, zaczerwienień czy uporczywego swędzenia. 
Producent zapewnia, że produkt wygładza zmarszczki, jednakże ciężko mi to ocenić. Na szczęście nie mam zbytnio widocznych. Trudno mi także stwierdzić, czy kosmetyk zmniejsza objawy fotostarzenia skóry i przebarwienia pigmentacyjne. Jedno jest pewne, krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami zapewnia skórze gładkość, miękkość i wyrównany koloryt.
Po prawie trzech miesiącach stosowania mogę stwierdzić, iż najważniejsze obietnice producenta są przez krem realizowane. Jestem z niego bardzo zadowolona i z pewnością zagości u mnie na dłużej. Ta miękkość twarzy jest wręcz uzależniająca!

Jak widzicie, u Dominiki krem sprawdził się. Bardzo się cieszę, że przypadł jej do gustu i trafił na listę jej ulubieńców. 

Znacie produkty marki BANDI?
Używaliście krem o którym mowa w dzisiejszym wpisie?

Pozdrawiam



MÓJ  NIEZBĘDNIK NA LATO, SEE BLOGGERS, URLOP I KRÓTKIE WAKACJE

MÓJ NIEZBĘDNIK NA LATO, SEE BLOGGERS, URLOP I KRÓTKIE WAKACJE

Już za parę dni, za dni parę, wezmę plecak swój i gitarę....
Gitary nie wezmę, bo nie mam ale plecak owszem!
Czas wybrać się na krótkie wakacje. Tym razem w planach wypad do Gdyni na See Bloggers, czyli największą w Polsce Konferencję dla Twórców Internetowych. Już nie mogę się doczekać. 
Bardzo się cieszę, że miejsce imprezy jest nad morzem. Dawno tam nie byłam. Uważam, że fajnie będzie chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistości, popatrzeć na fale i posiedzieć na rozgrzanym piasku. Liczę bowiem na to, że pogoda dopisze i czas wykorzystam na maksa!
see bloggers, bielenda bikini
Wyjazd nad morze rządzi się swoimi prawami. Niezbędnik podróżnika to totalny must have. Na wakacjach warto zadbać o swoje ciało i skórę w sposób kompleksowy. Ochrona głowy podczas opalania, okulary przeciwsłoneczne z filtrem, odpowiednie nawilżenie organizmu od środka a także właściwa pielęgnacja to jest to, czego nie może zabraknąć na każdym letnim wypadzie.

nakrycie głowy

Kapelusze, czapki, turbany nie tylko stanowią ciekawy i modny dodatek do każdej stylizacji ale i zapewniają ochronę przed słońcem. Dlaczego nakrycie głowy latem jest tak ważne? Otóż przegrzanie głowy czy też karku może nieść za sobą szkodliwe skutki. Z pewnością każdy słyszał o udarze słonecznym. Długotrwałe przebywanie na słońcu, bez należytej ochrony może powodować nudności, wymioty, zawroty głowy, gorączkę, trudności z wypowiadaniem się, czyli nic innego jak symptomy udaru. Warto także dodać, że latem nasze włosy narażone są na uszkodzenia spowodowane nadmiernym promieniowaniem UV. Stają się pozbawione blasku, matowe, przesuszone. Oprócz odpowiedniego nakrycia należy też sięgnąć po szampony i odżywki wyposażone w filtry a także olejki zabezpieczające włosy przed nadmiernym przesuszeniem. Pamiętajmy - największa aktywność słońca jest między godziną 10-15 i wówczas nakrycie głowy jest nieodłącznym elementem wyjścia gdziekolwiek!

OKULARY Z FILTREM

Bolące, piekące, zaczerwienione oczy, które ciągle łzawią. Znasz ten ból? No właśnie, zapomniałeś założyć okularów przeciwsłonecznych. W słoneczne dni to priorytet. Ważne, by faktycznie zapewniały ochronę przed słońcem i były wyposażone w filtr pozwalający chronić wzrok przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Należy pamiętać,  że nie każde okulary mają filtr UV, a te z reguły najtańsze mogą dodatkowo podrażnić nasze oczy. Czy warto ryzykować?

Nawilż ciało od środka!

W czasie upałów odpowiednie odżywianie to podstawa. Warto by dieta bogata była w antyoksydanty, produkty bogate w prowitaminę A czyli beta-karoten. Beta-karoten to związek dzięki któremu ludzki organizm we współpracy z enzymami wątrobowymi oraz nienasyconymi kwasami tłuszczowymi wytwarza witaminę A. Jedną z głównych funkcji prowitaminy A jest ochrona przed szkodliwym promieniowaniem UV, przedłużanie opalenizny a także redukcja przebarwień.
W upalne dni warto tez zadbać także o odpowiednie nawodnienie organizmu. Nie wolno dopuścić do odwodnienia i dlatego należy spożywać dużo płynów. Najlepiej sprawdzi się woda wysokozmineralizowana lub średniozmineralizowana która zawiera wysokie stężenie składników mineralnych . Świetnie ugasimy pragnienie dodając do szklanki wody listek mięty, plasterek cytryny czy pomarańczy. 
Alternatywą dla wody mogą okazać się soki wieloowocowe, warzywne, koktajle, smoothie, herbata z liści mięty lub napoje izotoniczne przywracające poziom elektrolitów.
niezbędnik wakacyjny

Ochrona przeciwsłoneczna to podstawa

Jak wiadomo, promieniowanie UV ma szkodliwy wpływ na wygląd naszej skóry. Uszkadza włókna kolagenu a także elastyny co przyśpiesza proces starzenia. Warto zachować umiar, opalać się z głową i w miarę możliwości stosować średnie (10-15 SPF) oraz wysokie (15-30 SPF) filtry. Twarz i ramiona najlepiej pokryć warstwą tzw blokera (50 SPF). Co więcej, twarz, szyję, dekolt i miejsca najbardziej podatne na poparzenia warto też smarować nie tylko podczas opalania, ale i przed wyjściem na spacer w słoneczny i upalny dzień. 
W tym sezonie postawiłam na produkty marki Bielenda, z linii Bikini. Seria ta obejmuje kosmetyki do opalania jak i po opalaniu. Linia Bikini przeznaczona jest do intensywnej ochrony skóry przed słońcem. Produkty posiadają piasko i wodoodporne formuły, roślinne składniki pielęgnujące a także gwarantują bezpieczne opalanie.
Producent obiecuje, że kosmetyki chronią przed poparzeniami słonecznymi i fotostarzeniem. przeciwdziałają powstawaniu zmarszczek i przebarwień spowodowanych słońcem, chronią i poprawiają jędrność i elastyczność skóry. Co więcej, linia produktów pozwala na stworzenie indywidualnego programu opalania i wybór kosmetyków które będą najbardziej odpowiadać potrzebom danej skóry. Wyjścia nie mam. Zabieram te kosmetyki ze sobą nad morze!

Bielenda Bikini - Kakaowe mleczko do opalania


W ten jakże krótki urlop towarzyszyć mi będzie kakaowe mleczko do opalania, które - nie oszukujmy się - bardzo przyjemnie pachnie. Mleczko zawiera kwas hialuronowy, witaminę E a także masło kakaowe, które wspomaga proces opalania. Producent zapewnia, że produkt zmniejsza ryzyko podrażnień oraz poparzeń słonecznych, zawiera fotostabilne filtry UVA i UVB a także zapobiega konsekwencjom działania podczerwonego IR-A. Warto dodać, że kosmetyk zmniejsza ryzyko powstawania przebarwień spowodowanych słońcem. 
Kakaowe mleczko do opalania SPF 30 ma treściwą konsystencję, która rozprowadza się na skórze i szybko wchłania dając uczucie miękkiej i delikatnej skóry. Na uwagę zasługuje również fakt, że kosmetyk ma wyjątkowo mniej lepką formułę, nie klei się, nie pozostawia tłustego filmu. 


Bielenda Bikini - ochronny balsam po opalaniu z naturalnymi olejkami eterycznymi

Balsam po opalaniu  naturalnymi olejkami eterycznymi ma na celu łagodzenie objawów wywołanych nadmiernym opalaniem. Producent obiecuje, że balsam widocznie zmniejsza skutki oparzeń jak i podrażnień słonecznych (zobaczymy już niebawem jak wszystko ma się w praktyce), bardzo dobrze nawilża i zapobiega nadmiernemu wysuszeniu skóry.
Zapach kosmetyku jest bardzo intensywny, rześki, orzeźwiający.  Wyczujemy tu  nutę trawy cytrynowej.  Od dawien dawna wiadomo, że właśnie olejek z trawy cytrynowej odstrasza owady. Balsam w swym składzie zawiera też d-panthenol, alantoinę oraz boswellia serrata łagodzące podrażnienia, zaczerwienienia a także ograniczające uczucie swędzenia i pieczenia skóry po ukąszeniach (mam dosyć spore wymagania dotyczące tego produktu i chętnie dowiem się o nim czegoś więcej). Balsam ma przyjemną, konsystencję (przypomina nieco treściwsze mleczko), dobrze rozprowadza się na ciele, podobnie jak mleczko do opalania - szybko się wchłania. Wspomnę również, że kosmetyk pozostawia skórę pięknie pachnącą, jedwabistą, ukojoną, wygładzoną i idealnie nawilżoną.

Bielenda Bikini - kakaowy olejek do opalania

A jeśli będę chciała uzyskać efekt pięknej, zdrowej opalenizny w przyśpieszonym tempie  to sięgnę po olejek do opalania zawierający w składzie masło kakaowe, olej kokosowy oraz karotenoidy z oleju annato, poprawiające kolor opalenizny i wspomagające proces opalania. Olejek posiada fotostabilne UVA i UVB i podobnie jak mleczko do opalania zmniejsza ryzyko oparzeń i podrażnień słonecznych. Myślę, że olejek świetnie sprawdzi się na nogi i tak mam go zamiar używać.
bielenda bikini
To już pewne. Do wyjazdu zostało niewiele. Biorę ze sobą duże dawki dobrego humoru, troski i zmartwienia chowam na dno szafy. W walizkę pakuje letnie ubrania, okulary, kapelusz oraz kosmetyki gwarantującą zdrową i piękną opaleniznę i ruszam w świat. Trzymajcie kciuki, by pogoda dopisała i wszystkie me akcesoria były przydatne podczas tego wypadu!

bielenda bikini

Myślę, że najwięcej w najbliższym czasie będzie mnie na Instagramie i dlatego, gorąco Was zachęcam do obserwacji mojego profilu @karolajn.el 

Buziaki!!

Kto z Was w najbliższym czasie wybiera się nad morze, wakacje lub SeeBloggers? 
Dajcie znać 
MOLLON PRO - różany olejek do pielęgnacji paznokci i skórek

MOLLON PRO - różany olejek do pielęgnacji paznokci i skórek

W wiosennej edycji box-a Only You znalazłam wiele interesujących produktów.  Poznałam cudownie pachnącą wodę perfumowaną NOU, rewelacyjną maskę do włosów oraz balsam do końcówek L'biotica, lakiery do paznokci w kolorach tęczy od Bell, a także coś, co całkowicie mnie oczarowało, mianowicie różany olejek do paznokci MOLLON PRO.
box only you
Regenerujący olejek różany do paznokci MOLLON PRO to nic innego jak oliwka, która skutecznie regeneruje i pielęgnuje skórki wokół wału paznokciowego. Co więcej, produkt wcierany w macierz odżywia kruche, łamliwe i rozdwajające paznokcie. Wzmacnia je i nabłyszcza. Producent zaleca stosowanie oliwki w miarę możliwości codziennie, wówczas efekty będą widoczne. 

Olejek do pielęgnacji paznokci i skórek MOLLON PRO ukryty jest w solidnej, przeźroczystej butelce o pojemności 15 ml. Butelka wyposażona jest w pędzelek (charakterystyczny dla lakierów do paznokci), umożliwiający łatwą aplikację produktu.
Wewnątrz buteleczki znajduje się coś, co niewątpliwie przyciąga wzrok. W olejku zatopione zostały niewielkie płatki róż, które uatrakcyjniają wygląd produktu.
Olejek pachnie delikatnie, słodko, bardzo przyjemnie. Nie wyczuwam tu jednak jakiegoś typowego różanego zapachu.
MOLLON PRO różany olejek  posiada stosunkowo gęstą, oleistą konsystencję, co sprawia że nie spływa ze skórek ani z paznokci. Dobrze nanosi się na wały paznokciowe i po niedługim czasie w miarę szybko wchłania.
only you
Olejek MOLLON PRO stosuję głównie na skórki. Najpierw nanoszę go za pomocą pędzelka a następnie delikatnie wmasowuje. Staram się aplikować go codziennie przed pójściem spać. Mam wówczas gwarancję, że kosmetyk wchłonie się całkowicie i będzie działać przez całą noc.
Produkt stosuję prawie miesiąc i już, zaobserwowałam ewidentną poprawę w wyglądzie skórek. Nie są one przesuszone, jak były do tej pory, łatwo je odsunąć przed malowaniem paznokci. Są wygładzone, miękkie.
Okazjonalnie zdarzyło mi się zastosować olejek na płytkę paznokcia, tuż po ściągnięciu hybryd. Jak wiadomo taki manicure, używanie produktów z acetonem do zdejmowania lakieru oraz ekspozycja na promieniowanie UV bardzo wysusza paznokcie. Już po kilku aplikacjach olejku na płytkę zaobserwowałam lepsze nawilżenie. 
Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do pielęgnującego olejku MOLLON PRO. Marki prawie w ogóle nie znałam i dlatego długo zwlekałam z rozpoczęciem stosowania kosmetyku. Czy żałuję? Wręcz przeciwnie! Jestem bardzo zadowolona z efektów kuracji oraz ogólnego wyglądu produktu, który... ujął moje serce. Czyż te płatki róży nie wyglądają cudnie?


Oral-B Genius 9000 - moje wrażenia po miesiącu stosowania

Oral-B Genius 9000 - moje wrażenia po miesiącu stosowania

Ostatnio miałam okazję wziąć udział w bardzo ciekawym projekcie organizowanym przez platformę EverydayMe. Wraz z  grupą 1100 osób mogłam poznać możliwości szczoteczki Oral B Genius 9000. 
Od samego początku byłam bardzo pozytywnie nastawiona do całej kampanii, gdyż wydała mi się całkiem ciekawa. Dokładnie śledziłam blog projektu, maraton wiedzy i prawdę powiedziawszy nie mogłam się doczekać, aż szczoteczka zagości w mym domu.
W końcu się doczekałam.
Aktualnie mija miesiąc odkąd używam szczoteczki Oral B Genius 9000 i dlatego mogę podzielić się niewielkimi spostrzeżeniami na jej temat. Opowiem o tym co mnie zachwyciło, co zachęciło do mycia zębów przy jej pomocy, a co rozczarowało. Jesteście ciekawi?
Oral B genius 9000
Oral B Genius to partner w walce o zdrowe zęby i dziąsła, który może towarzyszyć Ci wszędzie gdziekolwiek się udasz. Jest świetnie przygotowany by wyruszyć z Tobą w podróż, ponieważ codzienna ochrona zębów to jego ulubione zadanie specjalne. 
oral b genius 9000
Szczoteczka Oral-B Genius 9000 wyposażona jest w baterię litową i bardzo nowoczesny akumulator umożliwiający korzystanie ze szczoteczki nawet przez 10 dni po naładowaniu (producent podaje 12 dni, moja szczoteczka jednakże wytrzymywała 10, co i tak uważam za świetny wynik). Dodatkowo w zestawie otrzymujemy eleganckie etui podróżne, które jest niesamowicie funkcjonalne. W etui zmieścimy szczoteczkę oraz dwie końcówki do szczoteczki. Pokrywa wewnętrzna podróżnego etui wyposażona jest również w uchwyt do smartfona. Co więcej w etui zostały zastosowane innowacyjne rozwiązania pozwalające ładować szczoteczkę jak i smartfona jednocześnie. Jak dla mnie świetna sprawa.
Oral B Genius 9000

Wraz z szczoteczką Oral-B Genius dostajemy też uchwyt mocowany na lustrze, który pozwoli utrzymać telefon we właściwym położeniu. Nie wiem czy wiecie, ale szczoteczka korzystając z technologii bluetooth łączy się z aplikacją Oral-B by ulepszyć technikę szczotkowania. Aplikacja udziela cennych rad i wskazówek na temat tego, w jaki sposób prawidłowo myć zęby, pozwala sprawdzić siłę nacisku szczoteczki, monitoruje szczotkowane obszary jamy ustnej i informuje o miejscach, które nie zostały wyczyszczone, dzięki czemu żaden obszar nie zostanie pominięty. Ponadto aplikacja daje znać, kiedy należy zakończyć szczotkowanie.
#poprostugenius
Pierścień wokół szczoteczki jest widoczny niezależnie od kąta czyszczenia. Dostarcza informacji dotyczących siły nacisku, czasie szczotkowania czy też połączenia bluetooth. Można go też spersonalizować wybierając jeden z dwunastu kolorów, na który ma się podświetlać. Ja oczywiście wybrałam kolor różowy.
#poprostugenius
Przejdźmy dalej. Szczoteczka posiada stojak umożliwiający ładowanie oraz pojemnik na końcówki. W zestawie dołączone zostały aż cztery wymienne oscylacyjno-rotacyjne końcówki, które mogą być stosowane do precyzyjnego szczotkowania zębów.
oral b genius 9000
O końcówkach nie będę się zbytnio rozpisywać, odpalcie filmik poniżej to wszystkiego dowiecie się na ich temat.
Warto dodać, że końcówki wyposażone są w niebieskie włókna INDICATOR, które pomagają monitorować stan zużycia końcówki szczoteczki i pokazują kiedy należy ją wymienić. Przy prawidłowym i dokładnym szczotkowaniu zębów, dwa razy dziennie przez 2 minuty, niebieski kolor do połowy długości wyblaknie po około 3 miesiącach. Wówczas należy wymienić końcówkę szczoteczki. Jeśli jednak jej włókna zaczną się odkształcać zanim się odbarwią może to oznaczać zbyt mocne dociskanie szczoteczki do zębów. 
#poprostugenius
Szczoteczka do zębów Oral-B Genius 9000 oferuje różne tryby szczotkowania wskazane na wyświetlaczu trybu szczotkowania, znajdującego się na rączce szczoteczki. Jedynie tryb czyszczenia codziennego Daily Clean nie jest pokazany na wyświetlaczu.


Jak już wcześniej wspomniałam szczoteczkę używam blisko miesiąc. Bardzo przypadła mi do gustu, a mycie zębów z jej użyciem uważam za świetną zabawę. Szczoteczka dociera do wszystkich obszarów jamy ustnej, idealnie i precyzyjnie. Za sprawą aplikacji mobilnej (która nie zawsze szybko łączy się ze szczoteczką) mycie zębów jest jeszcze bardziej przyjemniejsze. Szczoteczka w ciągu dwóch minut potrafi wyszczotkować zęby najlepiej jak tylko potrafi. Czas mija w zaskakującym tempie, czego nie mogę powiedzieć o stosowaniu szczoteczek manualnych. Wówczas mycie zębów przeciąga się w nieskończoność. Szczoteczka myje zęby w sposób delikatny. Problem krwawiących dziąseł zniknął na zawsze (wygląda na to, że zwykle zbyt mocno szczotkowałam zęby).  Duży plus za czujnik siły nacisku. Szczoteczka Oral-B Genius 9000 radzi sobie także z przebarwieniami i osadem nazębnym. Szczoteczka odznacza się eleganckim, stylowym designem, posiada akumulator który wytrzymuje długi czas (dla mnie wystarczający) a także stylowe etui. Ma niestety jedną wadę, działa stosunkowo dosyć głośno, co czasami jest bardzo uciążliwe. Innych minusów nie zaobserwowałam. No może cena pozostawia wiele do życzenia, jednakże jest wprost proporcjonalna do ilości bajerów, które oferuje szczoteczka.
Jedno jest pewne, szczoteczka mnie przekonała i dlatego z chęcią dalej będę ją używać. Nie wiem, czy kiedykolwiek wrócę  do manualnej szczoteczki. Chyba już nigdy!

Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger