Celebruj Chwile - Jesień w ogrodzie

Celebruj Chwile - Jesień w ogrodzie

Październik rozpoczął się przepięknie. Było w miarę słonecznie i ciepło. Nastała taka jesień jaką najbardziej lubię. Ta Złota Polska. Przez DUŻE Z.  Cóż z tego, że trwała krótko. Mam nadzieję, że jeszcze wróci. 
Pomimo tego iż pogoda za oknem nie napawa dużymi dozami pozytywnej energii jest bardzo kolorowo. 
Liście w mgnieniu oka się zaczerwieniły i zażółciły. Wygląda to nad wyraz bajkowo. Tylko ta chlapa, plucha i deszcz... Ehhh...
Edit. 
Pogoda dzisiaj mnie totalnie zaskoczyła. Pierwszy raz od kilkunastu dni świeci słońce. Pozytywna energia w tak cudowny dzień gwarantowana! Oby ta złota polska jesień już nigdy się nie kończyła! 
Dzisiaj zabiorę Was do mojego jesiennego ogrodu, przedstawię kilka zdjęć z jesiennej, październikowej scenerii i mam nadzieję, że chociaż odrobinę poprawię humory. 
Początek października spędziliśmy na pieszych wycieczkach. Udaliśmy się na zachód słońca na Mosornym Groniu a także na msze kończącą letni sezon turystyczny na Okrąglicy. Jak wcześniej wspomniałam - pogoda dopisała. Lepszej nie mogliśmy sobie wymarzyć.

Uwielbiam gdy świat ubiera się w takie piękne barwy. Lubię wtedy iść przed siebie, zrelaksować się i odpocząć. Podziwiam otaczający mnie świat. Jest tak przyjemnie...

Jesień ma swój klimat. Kasztany, żołędzie, kolorowe liście, dynie i wiele innych rzeczy niewątpliwie nadają jej uroku. Często tworzę różnego rodzaju dekoracje i aranżacje przy użyciu darów jesieni
Tak było i w tym roku. Tak jest w tym roku.
Późne, jesienne śniadanie w ogrodzie, prawdopodobnie ostatnie na zielonej trawie. Pyszna kawa, smaczne gofry i sezonowe owoce. Czegóż chcieć więcej...
Wszystko oczywiście w jesiennej scenerii. Ozdobne dynie w tym roku obrodziły. Nie da się ukryć. Sprawiły, że uśmiech nie opuszcza twarzy.
Czy już kiedyś pisałam, że dynie ozdobne całkowicie skradły moje serce? Są takie kolorowe, mają przeróżne fikuśne kształty i prezentują się naprawdę uroczo. Jestem nimi totalnie oczarowana. Nie ma się co dziwić, że wpisały się na dobre w jesienne zdjęcia.
Jesień da się lubić. Zwłaszcza taką słoneczną i piękną. Jestem pewna tego w stu procentach. Romantyczne spacery, wśród opadających liści, piękne krajobrazy, kasztany, żołędzie...
Wszystko ma swój czar i urok...
No i kawa dyniowa.... smakuje po prostu bosko. W tym roku jeszcze jej nie robiłam (podobnie jak i dyniowych muffinek) ale liczę na to, że szybko się to zmieni. Rozgrzewa w błyskawicznym tempie i daje kopa do działania. 
Lubię wiosnę, lato zimę. Ale jesień ma w sobie to "coś". Ciężko wytłumaczyć mi konkretnie co to jest. Chyba ta paleta barw, świat zmieniający się w mgnieniu oka...
Tylko... muszę liczyć się z tym, że wszystko co dobre szybko się kończy. Po październiku zawsze przychodzi listopad a wraz z nim...
To, czego nikt z nas nie lubi. Plucha, deszcz, pierwszy śnieg. I zimno. Nie ma się co jednak martwić na zapas. Cieszmy się dniem dzisiejszym. Chwilą która obecnie trwa. Pójdźmy do ogrodu, na spacer z bliskimi, z ukochanym psiakiem i korzystajmy z tego pięknego czasu.


Lubicie jesień?

Jeśli chcecie zobaczyć jak prezentowały się moje jesienne inspiracje w zeszłym roku zapraszam TUTAJ.


Pozdrawiam

To już pewne! Już niebawem kolejna promocja w Rossmannie!

To już pewne! Już niebawem kolejna promocja w Rossmannie!

To już oficjalnie pewne. Zapowiada się fantastyczny początek sezonu. Jesieni rzecz jasna. Kolejna akcja w Rossmannie. Promocja na kolorówkę. Tylko w klubie Rossmann -55% na minimum 3 różne produkty do makijażu. Dla wszystkich innych rabat w wysokości 49%. Chyba się skuszę, gdyż niektóre moje zapasy kosmetyczne się kończą. Chętnie sięgnę po podkład Bourjois Healthy Mix, który po prostu uwielbiam, puder sypki Manhattan w odcieniu transparentym i... no właśnie co wybiorę jeszcze? Hmmm... Sama nie wiem... Może pomadę do brwi z Wibo? Chodzi zza mną odcień soft brown, jednakże nigdzie nie mogę go dostać. Rozchodzi się jak świeże bułeczki. Niestety....

Z tego co się orientowałam promocja rozpoczyna się już 10 października. Szykujmy więc portfele i check listy. Czasu na zrobienie zakupów mamy wystarczająco - akcja trwać będzie do 19 października, czyli ponad tydzień. Uważam to za lepsze rozwiązanie niż te wcześniejsze gdzie promocje trwały po 3 tygodnie. 

Dziś przygotowałam kilka propozycji tego, co warto kupić w Rossmannie. Większość z tych kosmetyków przetestowałam i na dobre zasiliły grono moich ulubieńców. Jesteście ciekawi co polecam?


Co warto kupić na promocji w Rossmannie?


  • Podkład Healthy Mix Bourjois
Prawdę powiedziawszy nie miałam jeszcze w tym nowym opakowaniu, ale mam nadzieję, że sprawdzi się u mnie równie dobrze co starsza wersja


  • Manhattan soft compact powder 
Puder w kamieniu, który od dłuższego czasu skradł moje serce.  Pisałam o nim wielokrotnie. Zużyłam sporo opakowań i śmiało mogę powiedzieć, że go polecam. W promocji kosztuje około 13-14 zł i wystarcza na dłuższy czas. Jestem za! 

  • Wibo, Banana, puder sypki
Ultralekki i półtransparentny puder do twarzy. Fajnie matuje, koryguje zaczerwienienia oraz redukuje worki pod oczami. 


  • Bielenda, Make up Academie, lumiere base 



Żelowo-rozświetlająca baza pod makijaż. Dodaje blasku, odświeża cerę. Przedłuża trwałość makijażu. Zaczęłam ją stosować zaraz po tym jak skończyłam różową wersję i przyznam, że bardziej przypadła mi do gustu. Używałyście?

  • Bourjois Volume Reveal, mascara z lusterkiem 3D



Mascara, która skradła moje serce. Bardziej niż wersja twist up the volume. Świetnie aplikuje się na rzęsy, wydłuża je, idealnie rozdziela i sprawia że są kruczoczarne. Szczoteczka jest bardzo wygodna w użyciu a wbudowane lusterko z powiększającym zoomem tylko ułatwia malowanie. Więcej na temat tego cuda techniki pisałam w TYM WPISIE. 


  • Bourjois Twist up the volume, mascara 


Tusz do rzęs, który przez długi czas był moim ulubieńcem. Posiada szczoteczkę typu Twist-up która pozwala zagęścić oraz wydłużyć rzęsy. Nie obsypuje się. Co nieco na jego temat można było przeczytać TUTAJ

  • Lovely, curling Pump Up, mascara



Chyba najtańszy tusz jaki miałam.  Kupiłam go w kwietniu  i bardzo polubiłam. Mascara posiada wygodną w użyciu silikonową szczoteczkę, która precyzyjnie unosi rzęsy, podkręca je i wydłuża. Za taką ceną warto. Zwłaszcza, że trwałość produktu jest niczego sobie. 

  • L'Oreal False Lash Wings sculpt, mascara

Kolejna mascara, godna polecenia. Początkowo ciężko się z nią pracuje, jednakże w miarę upływu czasu dzięki niej można osiągnąć piorunujący efekt. Sprawia, że rzęsy są diametralnie wydłużone, uniesione i prezentują się naprawdę wystrzałowo. Nie żartuje. Przetestowałam ją już. I nawet napisałam o niej w TYM WPISIE



  • WIBO, eyebrow pomade, soft brown, pomada do brwi



Jak już wcześniej wspomniałam, planuję ją kupić od dłuższego czasu. Nie mogę jej jednak nigdzie dorwać. Wiele osób ją poleca i chętnie sama bym ją wypróbowała. Powiedzcie proszę, czy warto!

  • Maybelline, THE NUDES, cienie do powiek



Bardzo fajna paletka cieni. Zarówno perłowych jak i matowych. Pozwala na stworzenie dużej ilości makijaży. Cienie są łatwe w aplikacji, kolory stonowane, pasujące do wielu stylizacji. Zarówno na co dzień jak i od większego święta. Spisują się u mnie idealnie.

  • Lovely, K*Lips, zestaw - matowa pomadka + konturówka do ust



Kupiłam trzy kolory i jestem nimi zachwycona. W promocji przystępna cena, dobra jakość i trwałość. Pomadki ładnie prezentują się na ustach, tylko trzeba najpierw wykonać... peeling...



  • Evree, Sugar Lips, cukrowy peeling do ust


Niezbędny przed nałożeniem matowych pomadek do ust. Miałam robić peeling diy, ale jednak chyba pójdę na łatwiznę... Tylko oby również obowiązywała go promocja. Mam nadzieję, że tak, bo chyba tyczy się wszystkich kosmetyków do pielęgnacji ust?


  • Eos, balsamy do ust



Kupiłam truskawkowy sorbet oraz słodką mięte i mogłabym się nimi smarować całymi dniami. W domu, w pracy, na wycieczce. Są mega smaczne, optymalnie nawilżają i sprawiają że usta są miękkie i całuśne. Chyba sięgnę po inne wersje smakowe! 



Brałam udział w wielu Rossmann'owskich promocjach. Chcecie wiedzieć co jest jeszcze warte kupienia? W co zaopatrzyłam się podczas ostatnich akcji?
Wiele kosmetyków mi się powtarza. Czyli faktycznie warto po nie sięgnąć (przynajmniej w moim mniemaniu). Są moimi ulubieńcami. 
Koniecznie zajrzyjcie do wpisu z zeszłego roku. Jednego z pierwszych na blogu. Zrobiłam tam WIELKIE PODSUMOWANIE PROMOCJI ROSSMANN. Wtedy promocja wynosiła -49%. 
W listopadzie 2016 roku było to samo. Kilka nowości. Kilka ciekawych produktów. I w końcu pojawił się. Nowy wpis obejmujący JESIENNE PODSUMOWANIE KOSMETYCZNE
W kwietniu tego roku zaszalałam na maksa. Poniosło mnie. Wiele produktów jeszcze nie zużyłam. Pojawił się wówczas obszerny wpis z PODSUMOWANIEM ROSSMANN'OWSKICH ŁUPÓW. Było tego naprawdę wiele! Sami zobaczcie! :)

Macie zamiar skorzystać z kolejnej promocji w Rossmann'ie? 
Dajcie znać!




Jak zrobić pulchnego omleta? Moje weekendowe śniadania na słodko.

Jak zrobić pulchnego omleta? Moje weekendowe śniadania na słodko.

Od pewnego czasu stałam się fanką śniadań na słodko. Nie jem ich jednak codziennie, a tylko i wyłącznie w weekendy. I to nie wszystkie. Gofry, panacakes czy omlety całkowicie zdominowały moje kubki smakowe. Smakują wybornie zarówno na ciepło jak i zimno oraz dodają energii do działania. Przynajmniej na mnie tak wpływają. I za to jestem im wdzięczna.
OMLET - bohater dzisiejszego wpisu. Na obiad w stylu wytrawnym - z warzywami, kurczakiem czy ziołami natomiast na śniadanie tudzież podwieczorek bardziej SWEET. Czasem z bitą śmietaną. Rzadko bo rzadko, ale czasem. Częściej z owocami, jogurtem greckim czy musem kokosowym. Ideał. 
Tylko... jak zrobić idealnego omleta? Wielokrotnie spotykam się z tym pytaniem. Cóż. Nie mam jakiejś złotej rady. Zawsze robię omleta na całkowitym spontanie. Wykorzystuję to co mam w lodówce. I kuchni rzecz jasna. Nie mam ścisłych proporcji. Co dziwne - omlet wychodzi. ZAWSZE.
Smażę zwykle bez dodatku tłuszczu na patelni z powłoką teflonową. Wybieram mniejszą patelnie, by otrzymać zgrabniejszy omlet (takie mam refleksje. Ostatnio jednak zaopatrzyłam się w całkiem fajną patelnie za sprawą której otrzymam aż cztery placki w kształcie serca. Mistrzostwo!)
Rozgrzewam ją, następnie wylewam na nią ciasto, zmniejszam ogień (lepiej piec omleta na niewielkim ogniu, jeśli chcemy zjeść coś naprawdę pysznego!) i przykrywam pokrywką. Monitoruję  postępy w pieczeniu, a następnie przewracam omleta na drugą stronę i dopiekam na zgaszonym palniku.
A przepis na ciasto? Hmm.. Wedle uznania! Zwykle roztrzepuję widelcem dwa jajka (tak, tak roztrzepuję, nie chce mi się oddzielać białek od żółtek - za dużo roboty!), dodaję 2 łyżki otrąb owsianych lub płatków górskich (ewentualnie takich, które akurat mam pod ręką), odrobinę wiórek kokosowych (tak, tak nie da rady bez kokosu), nasiona Chia. Jeśli przesadzę z ilością otrąb to dodaję łyżeczkę jogurtu. Mieszam i przelewam na patelnie.

Ot. Cała filozofia.


Czasem otręby czy płatki górskie zastępuję mąką kokosową, jednakże coś mi w niej nie pasuje. Sama nie wiem czemu.
I tyle. Zero proszku do pieczenia. Zero spulchniaczy. Zero cukru. Omlet pieczony pod przykryciem zawsze prezentuje się bosko.

A smakuje? 

WYBORNIE! ✌❤

Może skusicie się na takie odmienne śniadanie?Może macie ochotę na coś słodkiego, co w rezultacie słodkie nie jest? Chcecie zaskoczyć bliskich interesującym śniadaniem? Chcecie zaserwować drugiej połówce nietuzinkowe śniadanie do łóżka? 
Proponuję omleta, owoce sezonowe, pyszną kawę i buziaka na dzień dobry!

Z takim zestawem, każdy dzień, nawet ten deszczowy i pochmurny będzie udany.

Miłej niedzieli WAM życzę!


PALMER'S - Nawilżający balsam do ciała z olejkiem kokosowym - mój sposób na relaks

PALMER'S - Nawilżający balsam do ciała z olejkiem kokosowym - mój sposób na relaks


Uwielbiam zapach kokosu. Kojarzy mi się z czymś bardzo przyjemnym, atrakcyjnym, relaksującym, dodającym pozytywnej energii. Koi zmysły i otula ciało. Kocham wszystko co kokosowe. Oczywiście w granicach rozsądku. Rafaello, mus kokosowy, kokosowe ciasteczka i od niedawna nawilżający balsam do ciała z olejkiem kokosowym od Palmer's, który stał się swoistego rodzaju umilaczem w ten okropny, deszczowy i pochmurny czas. Nie ma się co oszukiwać. Jesień nastała. I to nie taka jak na zdjęciach i obrazkach. 
kokosowe szaleństwo
Nawilżający kokosowy balsam do ciała przywiozłam ze sobą z Konferencji Meet Beauty (jeśli przeoczyliście wpis o tym jak było na tym evencie, to koniecznie to nadróbcie!). Towarzyszyła mu maska do włosów i balsam do ust, z którym polubiłam się od pierwszego użycia. Z tym produktem było podobnie...
Ale zacznijmy od początku....

Nawilżający balsam do ciała z olejkiem kokosowym zawiera pozyskany w sposób zrównoważony olejek kokosowy i olejek Monoi z płatkami kwiatów Gardenii tahitańskiej. To naturalne składniki, które rozpieszczają skórę, głęboko ją nawilżając. Balsam zawiera naturalne proteiny i kwasy tłuszczowe, które są niezbędne w utrzymaniu zdrowego i promiennego wyglądu skóry. Każdy ze składników działa wyjątkowo:
  • olejek kokosowy głęboko nawilża i zmiękcza skórę
  • olejek Monoi z płatków kwiatów Gardenii tahitańskiej nawadnia i koi
  • olejek ze słodkich migdałów łagodzi podrażnienia

Zafascynowana opisem i zaciekawiona efektami stosowania kosmetyku wzięłam się za jego testowanie. Warto napisać, że balsam do ciała nie zawiera w składzie parabenów, ftalanów, siarczanów, oleju mineralnego, glutenu oraz barwników, co niewątpliwie jest plusem.
kokosowe szaleństwo
Kosmetyk ukryty jest w plastikowej, butelce o opływowych kształtach o pojemności 250 ml. Butelka została wykonana z ciekawego, białego tworzywa, które pozwala śledzić zawartość opakowania. Szata graficzna jest miła dla oka. Od razu można poznać, że wewnątrz znajduje się coś kokosowego. Uważam, że takie posunięcie jest bardzo trafne.
Sam zapach produktu jest przepiękny. Mogłabym go wąchać godzinami i w ogóle by mi się nie znudził. Nie jest chemiczny, jest smakowity, przyjemny, ciepły i naturalny. 
Kosmetyk posiada lekką ale treściwą konsystencję która dobrze rozprowadza się na skórze, szybko wchłania i nie pozostawia tłustego filmu czy też lepkiej warstwy. 
kokosowe szaleństwo

Kosmetyk przemówił do mnie głównie przyjemną aplikacją, ciekawą konsystencją, ujmującym i zachwycającym zapachem, stosunkowo dobrym składem, wydajnością oraz działaniem.
Po aplikacji skóra jest miła w dotyku, ukojona, delikatna, pachnąca i nawilżona.  
Zapach jest iście wakacyjny, otulający i pobudzający do działania. Z nim nawet szare, jesienne wieczory nabierają sensu. Nawilżający, kokosowy balsam świetnie sprawdzi się w domowym SPA. Chillout na maxa i aromaterapia w jednym gwarantowana. Polecam! 

Znacie kosmetyki Palmer's?
Stosujecie?
Macie swoje typy? 




O cennych właściwościach imbiru

O cennych właściwościach imbiru

Imbir jest jedną z najstarszych roślin leczniczych i przyprawowych na świecie. Jego niezwykłe właściwości cenione są już od setek lat. Zawarte w kłączu imbiru olejki eteryczne, a także substancje żywiczne sprawiają, że wykorzystywany jest zarówno do celów zdrowotnych, kulinarnych  jak i znalazł swe miejsce w kosmetyce.

Imbir jest rośliną, która ma wiele odmian. Jest to bylina o nierównych, guzkowatych kłączach, które wykorzystuje się w ziołolecznictwie. Kłącze imbiru zawiera wiele cennych składników, m.in. olejki eteryczne takie jak : zingiberen, kurkumen, limonen, cytral, kamfen, zingiberol oraz substancje żywicowe - gingerole. Wszystkie substancje aktywnie czynne nadają tej roślinie bardzo ciekawy, specyficzny zapach i smak. Ponadto sprawiają, że imbir jest dobrze przyswajalny przez organizm, a co za tym idzie wywiera bardzo korzystny wpływ na zdrowie.
Świeże kłącze imbiru ma palący, pikantno-gorzki, orientalny, ostry smak oraz silny, odświeżający aromat.
Imbir może być wykorzystywany w medycynie przy wielu dolegliwościach, ma bowiem wielokierunkowe działanie. Badania naukowe dowodzą, że imbir wykazuje działanie przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, przeciwgrzybicze, przeciwpasożytnicze, przeciwutleniające. Jest naturalnym lekiem przeciwzapalnym, przeciwbólowym i przeciwreumatycznym.
Regularne spożywanie imbiru stymuluje układ odpornościowy, pobudza go i łagodzi infekcje. Dzięki działaniu rozgrzewającemu świetnie poradzi sobie z przeziębieniem i stanami grypowymi. Warto stosować go w przypadku bólu gardła (naprawdę się sprawdza!) oraz  w infekcjach górnych i dolnych  dróg oddechowych, ponieważ rozrzedza śluz i upłynnia wydzielinę. Stosuje się go jako dodatek przy zapaleniu oskrzeli czy też płuc.
Imbir cechuje również działanie przeciwwymiotne. Idealnie sprawdzi się zarówno podczas porannych nudności u kobiet w ciąży (po konsultacji lekarskiej), w chorobie lokomocyjnej (może być stosowany u dzieci), morskiej, po narkozie oraz u osób z wymiotami spowodowanymi chemioterapią.
Imbir wzmaga apetyt, stosowany jest u niejadków, ponadto pobudza wydzielanie śliny i kwasu żołądkowego, co bardzo korzystnie wpływa na trawienie. Pobudza również funkcje enzymów trzustkowych. Działa rozkurczowo, żółciopędnie i pomaga przy wzdęciach. Warto również dodać że przyśpiesza metabolizm i świetnie sprawdzi się u osób, które chcę zrzucić zbędne kilogramy, a przy tym oczyścić organizm z toksyn.
Stosowany jest również u osób cierpiących na artretyzm. Badania naukowe dowodzą, że osoby, które przyjmowały regularnie wyciąg z imbiru zaobserwowano ustąpienie bólu w kolanach. Imbir jest też składnikiem wielu suplementów diety wzmacniających kości i stawy.
Na uwagę zasługuje fakt, że kłącze imbiru poprawia ukrwienie mózgu a co za tym idzie ma wpływ na koncentracje. Zwiększa ją oraz wpływa bardzo korzystnie na wydajność umysłową.
Dodam także, że imbir uważany jest również za afrodyzjak

Ze względu na palący i ostry smak nie powinny po niego sięgać kobiety w ciąży, karmiące piersią oraz osoby cierpiące na schorzenia przewodu pokarmowego w tym wrzody żołądka i dwunastnicy. Badania naukowe dowodzą, że bierze on udział w krzepnięciu krwi  i wykazuje działanie podobne do aspiryny - rozrzedza krew. Powinny unikać go osoby, które mają mieć przeprowadzane różne operacje, zabiegi lub też zażywają leki o takim samym działaniu.Imbir stosunkowo trudno przedawkować, jednakże jeśli już taki stan nastąpi może dojść do biegunek, zgagi, lub podrażnienia jamy ustnej. Wszystko należy stosować z umiarem!

Kupując imbir świeży  powinniśmy zwrócić uwagę na to czy jest jędrny, lśniący, pozbawiony plam. Należy unikać imbiru, który jest pomarszczony, wysuszony lub pokryty jest pleśnią
Najlepiej imbir przed zjedzeniem / dodaniem do wody/ herbaty , utarciem, pokrojeniem obrać skórki. Nie jest to zadaniem łatwym ponieważ ma bardzo nieregularne kształty.  Warto to zrobić przy użyciu łyżeczki i delikatnie zeskrobać skórkę .
Imbir prócz szerokiego zastosowania w medycynie jest także używany coraz częściej w kosmetyce.
Olejek z imbiru znalazł swoje zastosowanie w preparatach antycellulitowych, wyszczuplających, modelujących figurę ponieważ  pobudza krążenie i przyśpiesza spalanie tłuszczu.  Ponadto sprawia ze skóra staje się jędrna i gładka. Warto także dodać, że redukuje przebarwienia, poprawia koloryt skóry  i działa przeciwbakteryjnie.  Imbir działa również zbawczo na włosy i skórę głowy, spowalnia proces starzenia skóry głowy, sprawia że włosy stają się gęstsze, wzmocnione. Regeneruje zniszczone końcówki.
Na zakończenie dodam, że imbir znalazł swe zastosowanie nie tylko w kuchni azjatyckiej. Obecnie podbił serca ludzi na całym świecie i uznawany jest za jedną z najbardziej cenionych przypraw. Dodawany do potraw tworzy bardzo ciekawe kompozycje aromatyczne. Świetnie sprawdza się jako dodatek do zup w okresie jesienno-zimowym. Rewelacyjnie krzepi, wzmacnia i rozgrzewa!


Stosujecie imbir w kuchni? Lubicie?
Znaliście jego zbawcze właściwości?



Wspomnień czar - Hala Krupowa i Polica

Wspomnień czar - Hala Krupowa i Polica

Ciepłe, letnie słoneczne dni pozostały już tylko wspomnieniem. Nastała jesień. Niestety taka, jakiej nie lubię. Jest szaro, buro, zimno i deszczowo. Jakaś masakra... 
Zasiadam w fotelu z kubkiem gorącej herbaty z pigwą (tak, tak używam zamiast cytryny) i imbirem. Otulam się kocem. Odpalam komputer. Szukam folderu ze zdjęciami z naszej sierpniowej wyprawy. 
Wycieczki, która była na całkowitym spontanie. Na którą wybraliśmy się dopiero około godziny 14:00.
Zdecydowanie lubię wracać do pięknych momentów. Lubię łapać chwile zarówno w pamięci jak i w obiektywie. Zabieram Was w krótką weekendową podróż na Halę Krupową i Policę. 

Chcę podarować Wam trochę słońca w ten ponury niedzielny dzień.

Na Hali Krupowej byłam kilkanaście  lat temu. Jeszcze w liceum. Szliśmy od strony Sidziny. Tym razem postanowiliśmy wyruszyć od Suchej Góry na Skawicy. Początkowo szliśmy doliną Potoku Skawica Sołtysia. Podejścia momentami były strome i szło się nimi naprawdę mozolnie.  Gdy w końcu wyszliśmy z lasu mogliśmy podziwiać zapierający dech w piersiach widok. 
Z racji tego, że pogoda była idealna, spokojnie mogliśmy dostrzec Tatry. Następnie udaliśmy się na Orąglicę, gdzie znajduje się Kaplica Matki Bożej Opiekunki Turystów. 
Posiedzieliśmy tam chwilę po czym skierowaliśmy się do schroniska by na chwilę odpocząć i zregenerować siły.
Po około godzinnym odpoczynku (byłoby szybciej gdyby nie organizacja pracy obsługi schroniska, która leży i kwiczy... ) udaliśmy się na Policę (1369 m).
. Droga mijała dosyć szybko. W zaledwie 30 minut dotarliśmy na szczyt.
Szczyt, z którego rozciągały się kolejne fascynujące widoki.  Zarówno na Tatry jak i Babią Górę - królową Beskidów, która wydawałoby się - była na wyciągniecie ręki.
Powoli zaczynało się ściemniać. Była już prawie 19:00. Doszliśmy na Cyl Hali Śmietanowej a następnie zaczęliśmy kierować się w stronę samochodu. Gdyby nie zrobiło się tak późno (i ciemno) z pewnością dotarlibyśmy na Mosorny Groń. 
Wycieczka była jak najbardziej udana. Do domu wróciliśmy koło godziny 21:00. Zmęczeni, ale szczęśliwi. Nawet Killer był zachwycony tak wspaniałym spacerem (nie wiem czy wiecie, ale on najbardziej kocha wojaże!)
Cieszę się, że w takie okropne dni jak dzisiaj mogę wracać do dobrych chwil. Pięknych momentów. Przyjemnych podróży. Fenomenalnych widoków. Od razu chce mi się bardziej. Już nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie złota polska jesień. I Babie Lato, rzecz jasna. Przecież astronomiczna jesień jeszcze się nie zaczęła. Helloł!
Wracaj!



Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger