Lutowe nowości

 Hejka Moi Drodzy!
Pomimo tego, że luty był stosunkowo krótkim miesiącem, w mojej szafie, jak i kosmetyczce pojawiło się kilka nowości. Spowodowane jest to z pewnością zbliżającą się wiosną. Z pewnością wiecie, że aktualizacja szafy na przybycie tej pory roku jest niezbędna. Nie szalałam jakoś zbytnio, ograniczyłam się jedynie do kilku potrzebnych rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie zbliżającego się czasu. Dodatkowo otrzymałam kilka upominków i śmiało mogę powiedzieć: wiosno przybywaj!

Na miły początek tego wpisu pokrótce zaprezentuje nowości w mej szafie. 
Od długiego czasu chodziła za mną czarna ramoneska. Nigdy takiej nie miałam, chyba z racji tego, że niekomfortowo się czuje w krótkich rzeczach. No ale... coś we mnie pękło! Naprawdę. Tak się zajawiłam na taką czarną krótką kurteczkę, że głowa mała. I wypatrzyłam idealną w Sinsay (uwielbiam tą sieciówkę. Sama nie wiem dlaczego!). Gdy pojechaliśmy na Ciemniejszą Stronę Greya (tak, byliśmy! Co więcej, film naprawdę mi się podobał. Dużo bardziej aniżeli poprzednia część) postanowiłam przymierzyć moją wymarzoną ramoneskę i niestety.... była za mała. Nie, żebym była jakoś bardzo gruba czy coś, była dobra, ale jednak nie czułam się w niej dobrze. Odpuściłam. Grey mnie tak wymęczył, że szukanie Sinsay'a posiadającego tę kurteczkę mijało się z celem. Gdybałam i gdybałam aż w końcu zamówiłam w sklepie online. Trochę się obawiałam brać rozmiar M - że niby taki duży ale jednak jest idealny. 
Prócz ramoneski, wyhaczyłam dwa bawełniane t-shirty, które świetnie sprawdzą się w każdej stylizacji. Wiadomo, biel i czerń są ponadczasowe i uniwersalne. Uważam, że warto mieć takie podkoszulki w swojej garderobie. Stanowią świetną bazę do wszystkiego. 
Jak wiadomo, jestem totalnie zakręcona. Taka krejzi.  Pomimo swego wieku lubię sweet motywy. Dlatego nie mogłam się oprzeć serduszkowym t-shirt'om. Są naprawdę urocze i cieszą oko. Spójrzcie sami, jakie cukierasy!
W second handzie udało mi się znaleźć sweter/golf przeszywany świecącą nitką. Kiedyś uważałam, że takie świecące ciuchy to totalne dno, bezguście i w ogóle (sorry za wyrażenie) wieśniactwo, ale coś mi swego czasu odbiło. I zakochałam się w takich zdobieniach! Znaczy wiecie, z umiarem rzecz jasna. Sweter jest bardzo podobny, do tego, który kiedyś również kupiłam w second handzie, jest niesamowicie ciepły i wygodny. Wygląda na ciut za duży, bo... jest za duży. Ale to nic! Nie przejmuję się tym kompletnie. :) 
Będąc w Pepco, wypatrzyłam (NA DZIALE DZIECIĘCYM SWOJĄ DROGĄ) uroczą sukienkę w gwiazdki. Bardzo wygodną i wcale nie kusą! Idealnie sprawdzi się na ciepłe dni, ale będzie można ją też wykorzystać jako tunikę do legginsów.  Może jest nieadekwatna do mego wieku, no ale... Chociaż będzie z niej fajna stylówka na wiosnę do ogrodu.  
Prócz sukienki w gwiazdki w Pepco upolowałam tunikę/dresówkę/ sukienkę / strój domowy. Polubiłyśmy się bardzo, bardzo. A może to nocna koszula? EEE.... nie wydaje mi się. 
Dodatkowo w lutym zaopatrzyłam się w wyroby medyczne marki Veera. Mogliście już o nich przeczytać w TYM wpisie. Skusiłam się na rajstopy oraz pończochy, które z pewnością będą służyć mi całą wiosnę.

I tym oto pozytywnym akcentem kończę przegląd ubraniowych nowości. Szału nie było,  prawda? Nie obkupiłam się nie wiadomo jak. Sądzę jednak, że wszystkie części garderoby wykorzystam. Na chwilę obecną jestem z nich bardzo zadowolona. :) 


Szczerze? Nie kupuję jakoś często biżuterii... Praktycznie w ogóle. Chyba że dla kogoś. No... albo kolczyki. W ogóle nie czuję takiej potrzeby. Postanowiłam wziąć jednak udział w kilku konkursach walentynkowych na Instagramie i los się do mnie uśmiechnął. Otrzymałam dwa piękne naszyjniki, które zaraz Wam pokażę.
Pierwszy z nich to łańcuszek z zawieszką z nowej kolekcji LETTERS TO. Prezentuje się naprawdę ślicznie i z pewnością wykorzystam go w niejednej stylizacji.
Drugi naszyjnik, który otrzymałam to srebrna laleczka Lidia Kalita. Jest interesująca, intrygująca i... bardzo duża. Podoba mi się. 

Z pewnością wiecie, że posiadam zestaw startowy do paznokci hybrydowych SEMILAC. Co więcej, nawet go używam, wyobraźcie sobie. Postanowiłam poszukać kolorów, które będą fajnie prezentować się na paznokciach. Wybrałam piękne pastele i cudowne ni to bordo, ni to róż. Jestem zachwycona!
Skusiłam się na Semilac 034- Mardi Gras, 145 - Lila Story oraz 169 Baby Boy. Te kolory są naprawdę obłędne. Nie mogłam się im oprzeć. Naprawdę!
Ładnie kryją, dobrze rozprowadzają się na paznokciach i wyglądają CUDOWNIE.
Kolejne lakiery pochodzą ze strony Cosmetics Zone. Zdecydowałam się na róż - 4- Pink Doll (który okazał się ciut majtkowym), czerwień - 011 - Classic Red i szarość - 048- Morning Coffee. 
Klasyczną czerwienią już pomalowałam sobie pazurki w stópkach. Jak szaleć, to szaleć. 

Dodatkowo do mojej kosmetyczki zawitały produkty Bielenda - z serii Slim Cellu Corrector oraz Neuro Glicol + Vit. C. Rozpoczęłam testowanie, więc niebawem powiem o nich coś więcej.
W lutym także otrzymałam piękną przesyłkę od Bourjois. Kosmetyki tej marki uwielbiam i dlatego bardzo się z niej ucieszyłam.

W ubiegłym miesiącu przyszła także paczka z Klubu Elfa Pharm, w której znalazłam genialne kosmetyki. Automatycznie moje zasoby produktów do pielęgnacji ciała jak i włosów diametralnie się powiększyły. Hmmm... Co tu dużo pisać. Jestem zachwycona! :) 



I to by było na tyle. Mniej więcej tak prezentują się moje lutowe nowości. Znalazły się wśród nich zarówno ubrania, kosmetyki jak i biżuteria. Wszystko jest naprawdę super i niewątpliwie przypadło mi do gustu. Najbardziej cieszę się z ramoneski, pończoch przeciwżylakowych, przepięknych kolorów lakierów Semilac i oczywiście - biżuterii. Bo jakżeby inaczej? 😉


Ciekawa jestem jak prezentują się Wasze lutowe nowości?

Pozdrawiam




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu Jesteś.
Bardzo dziękuję za komentarz i Twój poświęcony czas!
Zapraszam ponownie ;)

Ps. Nie spamuj i nie wklejaj linków - mój blog nie jest miejscem na Twoją reklamę.

Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger