DF

środa, 5 kwietnia 2017

Hybryda na urlopie

Pięknie pomalowane paznokcie. Moja największa zmora. Przede wszystkim na wyjazdach, wakacjach czy kilkudniowym urlopie. Odkąd pamiętam nie lubiłam nigdzie jeździć, przez ten mankament. Znasz ten ból? Odpryskujący lakier, starte końcówki, ułamany paznokieć w najmniej oczekiwanym momencie. Dramat. Do tego dochodzi marnowanie czasu i miejsca w bagażu. Na każdy wyjazd brałam ze sobą paznokciowy zestaw SOS- zmywacz do paznokci, lakiery do paznokci, jakiś top i tysiąc innych niezbędnych rzeczy. Pamiętam jak dziś, malowanie paznokci nad morzem. Niby lakier powinien dawno wyschnąć a jednak. Odbiła się na nim poduszka. Potem zmywanie. Ponowne malowanie (bo bez malowania jednak się łamały). W koło Macieju. Czas był zmarnowany, a paznokcie jak nie pomalowane, tak nie pomalowane. Koszmar.

Lata mijały a ja wciąż byłam wierna standardowym lakierom. Ile się przy tym nadenerwowałam. O zgrozo! Coraz głośniej robiło się o paznokciach hybrydowych, żelowych czy akrylowych. Początkowo trochę się bałam, jakoś nie miałam ochoty aby raz w miesiącu spędzać kilka godzin u kosmetyczki. Jestem raczej osobą żywiołową, bałam się czy usiedzę te 2 godziny w jednym miejscu. No ale... w końcu się skusiłam. Zaczęłam od żeli, bo podobno hybrydy są najmniej trwałe. Kosmetyczka zaproponowała mi je, jako pierwsze. Robiłam żele, a później akryl-żele, bo żele jednak nie wytrzymywały. Nie wiem dlaczego. Pewno przez nieodpowiedni kształt paznokci. Podobały mi się kwadratowe, jednakże ciągle gdzieś zahaczałam i odrywałam żel. W końcu sytuacja się ustabilizowała (gdy zrobiłyśmy całkiem inny kształt) i przez 4-5 tygodni cieszyłam się pięknymi paznokciami. Z racji tego, że zawsze stawiałam na french, odrostów nie było widać a paznokcie wyglądały pięknie. Na moich paznokciach nie było jednak nudy. French był kolorowy, ładnie przyozdobiony i idealny. Ponadczasowy. Po półtorej roku przerwałam przygodę z pazurkami u kosmetyczki i postanowiłam dać im odpocząć. Były w opłakanym stanie. No ale z biegiem czasu ogarnęłam je i wyglądały spoko. Po ponad roku znów zrobiłam żele i byłam zachwycona. Na początku miałam przedłużane na formie, a później, gdy pazurki odrosły mogłam cieszyć się pięknymi i długimi paznokciami. Po raz pierwszy postawiłam na kolorowe lakiery, jednak odrost po 2 tygodniach był bardzo widoczny. O tyle, o ile w pastelach nie rzucał się w oczy, problem zaczynał się przy ciemniejszych kolorach. No ale... w sumie nigdzie nie chodziłam, więc trzymałam takie żele na paznokciach blisko miesiąca. W między czasie otrzymałam zestaw startowy do paznokci SEMILAC i... chciałam w końcu sprawdzić, czy hybrydy faktycznie nie sprawdzą się na moich paznokciach.
Przecież wszyscy wciąż mówili, że są najsłabsze, podatne na odpryśnięcie, zniszczenie i w ogóle krótko trzymają się na pazurkach.
Spróbowałam.
Nie polecam hybryd na naturalnej płytce, gdy paznokcie są mega długie. Moje były za cienko zrobione, krzywa C była za mało nadbudowana, co w rezultacie sprawiło że prócz paznokci hybrydowych połamała się moja naturalna płytka! To był jakiś koszmar. Ściągnęłam je sama po niecałych dwóch tygodniach i totalnie się załamałam, bo po prostu musiałam je radykalnie skrócić. Jeden paznokieć nawet skleiłam na torebce od herbaty. Zobaczyłam ten patent u wujka YT i skorzystałam. W przeciwnym razie, pewnie odeszłoby mi pół płytki co w konsekwencji prowadziłoby do niewyobrażalnego bólu...
Skróciłam pazurki, pomalowałam i nie żałuję! Od tego czasu zrobiłam je sobie kilka razy (w odstępach dwutygodniowych) i mogę szczerze napisać, że jednak hybrydy się u mnie sprawdzają! Mimo, że wszyscy mi je odradzali i mówili że w ogóle będą się krótko trzymać. Myślę, że trzymałyby mi się spokojnie 3 tygodnie, jednakże chęć zmienienia koloru zwycięża.
W ostatnim czasie byłam na krótkim urlopie. W sumie weekendzie czterodniowym. Z tej okazji zrobiłam sobie paznokcie hybrydowe i... nie żałuję. Postawiłam na odcienie 056 - Pink Smile, 001 - Strong White oraz 179 - Midnight Samba. Pomimo tego, że zrobiłam je w poniedziałek a wyjeżdżałam w czwartek były w stanie nienaruszonym. Ponadto dobrze zniosły samą trasę, dzień szkolenia oraz weekend w SPA. Nic im nie było. Paznokcie prezentowały się nienagannie, top ładnie błyszczał, kolory były intensywne przez cały wyjazd. Co więcej, paznokcie wyglądały naturalnie, pięknie i zdrowo. Odnoszę wrażenie, że prezentowały się tak, jak pomalowane zwykłymi lakierami, z tą różnicą, że nic się nie ukruszyło, wytarło czy odprysło.
Tak w ogóle pazurki mam już prawie dwa tygodnie i dalej wyglądają całkiem fajnie (nie licząc odrostu, rzecz jasna).
Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się robić hybrydy na ten wyjazd. Było to niesamowicie wygodne, a paznokcie o każdej porze dnia prezentowały się super. Nic nie musiałam poprawiać, domalowywać, czy piłować. REWELKA!
Jak już kiedyś wspominałam, mój zestaw do paznokci hybrydowych jest stosunkowo niewielki. Lampa LEDowa, którą posiadam zmieści się w kosmetyczce i w najgorszym przypadku (jeśli kiedyś nie zdążę zrobić mani przed jakimś dłuższym wyjazdem) mogę cały sprzęt wziąć ze sobą i zrobić paznokcie w wolnej chwili, ewentualnie coś poprawić gdy przypadkiem o coś zahaczę, bo jak wiadomo, z moją "niezdarnością" wszystkiego nie przewidzę.

Robicie hybrydy czy jednak stawiacie na standardowy manicure?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu Jesteś.
Bardzo dziękuję za komentarz i Twój poświęcony czas!
Zapraszam ponownie ;)

Ps. Nie spamuj i nie wklejaj linków - mój blog nie jest miejscem na Twoją reklamę.