Mój pomysł na... "Odcukrzony" leśny mech

W tym roku nie zastanawiałam się długo nad wyborem wielkanocnego ciasta. Z góry założyłam sobie, że chcę by było smaczne, pełnowartościowe, syte, pożywne i w miarę możliwości zdrowe. Zależało mi również na tym, by ilość cukru była ograniczona do minimum i oczywiście - ważne były dla mnie walory estetyczne oraz ogólna prezentacja. Pomyślałam, że w klimat iście wiosenny idealnie wpisze się leśny mech, który zbiera ogromną ilość polubień w sieci. 
Szukałam jednak przepisu w miarę prostego (do tej pory piekłam przede wszystkim muffinki) i mało kalorycznego. Tekst, w którym uwzględniono 5 jajek i 1,5 szklanki cukru omijałam szerokim łukiem.
Poszukiwania trwały szmat czasu, aż w końcu znalazłam. Baza przepisu wydawała mi się idealna, jednakże odrobinę ją zmodyfikowałam.  Stworzyłam także wariację na temat kremu i śmiem twierdzić, że wyszło po prostu BOSKO!
Macie może ochotę spróbować kawałka tego cuda?

Leśny Mech 

SKŁADNIKI:

CIASTO 

450 g mrożonego szpinaku (kupuję ten w kulkach)
3 jajka 
3/4 szklanki ksylitolu (możecie zastąpić innym słodzidłem)
2 szklanki mąki
1/2 szklanki oleju
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka sody

KREM

2 opakowania serka mascarpone (używam taki po 250 g)
1 galaretka cytrynowa w proszku
ok. 150 g jogurtu greckiego
opcjonalnie cukier puder  (dałam końcówkę cukru pudru, bodajże 4 łyżki)

DEKORACJA

granat;
ewentualnie borówki, maliny

WYKONANIE:

Szpinak pozostawiamy do odmrożenia na kilka godzin (możecie pozostawić np na całą noc. Swój wyciągnęłam przed pójściem do pracy, a rozprawiłam się z nim po 10 godzinach). 
Białka ubijamy na sztywną pianę (możecie dodać odrobinę soli, by piana ubiła się lepiej), dodajemy ksylitol, żółtka i ubijamy dalej.
Następnie do masy jajecznej wsypujemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i sodą. Mieszamy. Wlewamy olej. Na końcu dodajemy szpinak wraz z sokiem, który powstał podczas odmrażania. Mieszamy delikatnie i przelewamy do tortownicy (średnica 24cm), wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej tłuszczem. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku, w temperaturze 180*C, przez 50 minut, do suchego patyczka.
Po upływie określonego czasu, wyciągamy z piekarnika, studzimy i odcinamy wierzch ciasta. 
Gdy ciasto ostygnie zabieramy się za robienie kremu. Podane przeze mnie ilości jogurtu jak i cukru pudru są orientacyjne i w ogóle nie są sztywne. Miejcie to na uwadze. 
W misce miksujemy niewielką ilość jogurtu greckiego z cukrem pudrem. Dodajemy porcjami serek mascarpone i miksujemy dalej. Jeśli widzimy, że konsystencja jest "zbytnio zbita" dodajemy jeszcze jogurtu greckiego (w przepisie podałam 150 g, bo tyle zużyłam). Do naszej masy serowej wsypujemy powoli galaretkę cytrynową w proszku, cały czas miksując, do uzyskania bladożółtego kremu (jeśli dacie galaretkę agrestową otrzymacie zielonkawe zabarwienie).
Krem wykładam na blat ciasta. Następnie krem posypujemy pokruszonym wierzchem ciasta i lekko przyklepujemy, by okruszki się przykleiły.
Wierzch posypujemy pestkami granatu. Mój granat okazał się jednak niedojrzały, a jego pestki były szaleńczo twarde i dlatego zastąpiłam go malinami i borówką amerykańską, ponieważ akurat te owoce miałam w zamrażalniku. Końcowy efekt okazał się całkiem fajny.

Przepis na to ciasto jest szaleńczo prosty, a jego smak naprawdę zniewalający. Ciasto jest naprawdę pożywne i nieszablonowe. 
Trochę się bałam, że nie przypadnie bliskim do gustu, jednakże się myliłam.
Mój "odcukrzony" LEŚNY MECH zbiera owacje na stojąco.
Może i Wy się skusicie i stworzycie w najbliższym czasie takie zielone ciacho?

Pozdrawiam :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu Jesteś.
Bardzo dziękuję za komentarz i Twój poświęcony czas!
Zapraszam ponownie ;)

Ps. Nie spamuj i nie wklejaj linków - mój blog nie jest miejscem na Twoją reklamę.

Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger