Weekendowe wspomnienia

Witajcie Kochani
Powoli wracam do rzeczywistości. Miałam z nią mocne zderzenie, kiedy to chciałam włączyć laptopa i dodać nowy wpis na bloga. Niestety nie udało się z przyczyn technicznych. Internet albo router szlag trafił. Tak na dobry początek. Bosko, prawda? Trzymajcie kciuki, aby problem został rozwiązany już na dobre. Bo będzie ciężko...
Dzisiaj pokażę Wam kolejne migawki z weekendu. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i tak oto moje wolne dni minęły w ekspresowym tempie i pozostały tylko wspomnieniem. Krótką fotorelacje pokazałam Wam już TUTAJ, wspomniałam o szkoleniu Kamili Rowińskiej, zaproszeniu na Meet Beauty oraz zaprezentowałam początki wiosny w Nałęczowie. 
Ale to nie wszystko! W weekend spędziłam również cudowne chwile w Kazimierzu Dolnym oraz w Lublinie. Udaliśmy się także do Pijalni Czekolady Wedel, gdzie było tak obłędnie, że postanowiłam napisać o tym kilka słów w następnym wpisie.

W sobotę pogoda była przepiękna i dlatego pomiędzy zabiegami postanowiliśmy udać się na szybką wycieczkę po Kazimierzu Dolnym. Bardzo chciałam zobaczyć to miasteczko, tak chętnie odwiedzane przez turystów. Jak zwykle nasze zwiedzanie odbyło się sprawnie, szybko i przyjemnie. Nie zabrakło chwili na dobrą kawę, czy smaczne lody. Wiadomo. W weekend kalorie się nie liczą. Pamiętajcie.
Niesamowicie spodobała mi się renesansowa architektura Kazimierza, ten jego styl i urok. Śliczne kamieniczki i cały tamtejszy klimat. 
Pospacerowaliśmy po rynku, udaliśmy się zobaczyć Zespół Zamkowy - ruiny zamku oraz wieżę, z której rozciągał się przepiękny widok na panoramę miasteczka. Byłam oczarowana. Chociaż przyznam się z ręką na sercu, miałam wielki problem z wyjściem na wieżę. Ah ten lęk wysokości. W dół było dużo lepiej!
Jak już wcześniej wspomniałam, pogoda była cudna, świeciło słońce a ciepełko nie opuszczało. Jednym mankamentem był jedynie chłodny wiaterek, jednakże akumulatory ładowały się perfekcyjnie!
Będąc w Kazimierzy nie mogliśmy przeoczyć Bulwaru Nadwiślańskiego. Spacer nim to sama przyjemność. A że spacery uwielbiam, trzeba było skorzystać.
Uśmiech po prostu nie znikał z twarzy! Lepszej pogody nie mogłam sobie po prostu wymarzyć. Cieszę się, że postanowiłam wyrwać się od tej całej codzienności właśnie w miniony weekend.
W niedzielę skoczyliśmy na chwilę do Lublina, na Stare Miasto. Wielokrotnie czytałam, że jest to jedna z najpiękniejszych części Lublina. Może to i prawda, nie wypowiem się jednak ponieważ w Lublinie miałam okazję prócz Starówki i pobliskich uliczek zwiedzić trzy galerie. Szału w nich nie było. No ale, torebkę i koszulę kupiłam. 
Wracając do Starego Miasta, to przyznam że jest piękne. Różnorodna architektura, renesansowe i klasycystyczne kamienice otaczające rynek nadają temu miejscu wyjątkowości. 
Duże wrażenie robi również Brama Krakowska, jeden z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych symboli Starego Miasta. Stworzona została w gotyckim stylu, jednakże w miarę upływu lat zyskała elementy stylu barokowego. Niegdyś odgrywany był z niej hejnał Lublina. Obecnie melodia odgrywana jest z Nowego Ratusza. Mieliśmy okazję ją usłyszeć. 
Brama Krakowska
Nowy Ratusz w Lublinie
Będąc na Starym Mieście w Lublinie warto również rzucić okiem na piękną barokową Archikatedrę.
No i najważniejsze. Goszcząc na Starówce warto także udać się na (podobno!) przepyszne domowej roboty lody w kawiarni Bosko. Kolejka może przerażać, ale to tylko znak, że są rewelacyjne. Tak sądzę. My niestety darowaliśmy je sobie, bo... wcześniej spędziliśmy słodkie chwile w Pijalni Czekolady w Nałęczowie... 
O tym, już wkrótce!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu Jesteś.
Bardzo dziękuję za komentarz i Twój poświęcony czas!
Zapraszam ponownie ;)

Ps. Nie spamuj i nie wklejaj linków - mój blog nie jest miejscem na Twoją reklamę.

Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger