Weekend w obiektywie - czerwcowe wojaże

Weekend przeleciał w zaskakującym tempie. Sama nie wiem kiedy. Aaaa... wiem.... Na dobrą sprawę mój dzień wolny ograniczał się tylko do niedzieli, z racji tego że sobotę spędziłam w pracy. A po powrocie z niej, jak to zwykle bywa postanowiłam ogarnąć zaległości, zrobić paznokcie, napić się pysznej kawy i wybrać na spacer nad rzekę. 
Niedziela przywitała mnie słońcem i wysoką temperaturą. Nie chciałam by ten dzień w żaden sposób się zmarnował. Po pysznym śniadaniu na słodko zarządziłam krótką pieszą wycieczkę. By zdobyć szczyt, odpocząć od zgiełku i się zrelaksować. By naładować akumulatory na zbliżający tydzień.  Wybór padł na Leskowiec znajdujący się w Beskidzie Małym.
Udaliśmy się na niego zielonym szlakiem, rozpoczynającym się niedaleko sztucznego zbiornika Świnna Poręba. 
Uwielbiam ten zbiornik. Nie jest jeszcze w pełni zalany, ale kiedy tak się stanie będzie tam po prostu bajecznie. Już nie mogę się doczekać.
Zielony szlak, którym szliśmy w dużej mierze prowadził przez lasy bukowe i modrzewiowe. Było bardzo przyjemnie, upał nie dawał się we znaki, ale jednak momentami były strome podejścia. 
Nawet Killer szedł dzielnie, wody wypił więcej niż w ciągu całego tygodnia. Czasem jednak język miał do ziemi i bardzo chciał, by ktoś go poniósł. Uroda małych łapek niestety.
Na szlaku mogliśmy podziwiać wiele pięknych gatunków roślin. Moją uwagę przykuły naparstnice, które do tego czasu znałam tylko z lekcji farmakologii. Rośliny niewątpliwie mające swój urok. Niestety trujące.
Naparstnice stworzyły piękne tło do moich paznokci. Moja kolekcja lakierów hybrydowych znacznie powiększyła się w ostatnim czasie i dlatego skusiłam się na wakacyjny, różowy manicure. I co z tego, że nie mam wakacji. Paznokcie w takim holiday'owskim odcieniu mieć mogę. A co!
W drodze na Leskowiec można również spotkać ciekawe gatunki zwierząt. Zarówno chronionych jak i nie. Mnie oczywiście pod nogami przepełznął padalec i przeleciała salamandra plamista. Mam szczęście do gadów, nie ma co.
Droga na szczyt zajęła nam ponad dwie godziny. Jednakże było warto! 
Najpierw zahaczyliśmy o Groń Jana Pawła II a potem udaliśmy się do punktu widokowego, skąd rozciągała się przepiękna panorama na Wadowice, Oświęcim, Śląsk i sama nie wiem co jeszcze. Z geografii byłam kiepska. A moja orientacja w terenie woła o pomstą do nieba. 
Widoki były przecudne, pomimo tego, że niebo nie było przeźroczyste. Może to i dobrze. Podobno jak wszystko rewelacyjnie widać i jest bardzo przejrzyście, to znaczy że będzie padało. 
Pogoda jak widać była piękna więc chwilę odpoczęliśmy na polance a następnie udaliśmy się zdobyć szczyt. 
I proszę. Udało się. Sezon wakacyjny rozpoczęliśmy zdobyciem Leskowca, mającego 922 m.n.p.m. Może nie wiele, ale od czegoś trzeba zacząć. Mam nadzieję, że pogoda w najbliższe niedziele będzie dopisywać i uda nam się kontynuować te piesze i górskie wojaże. Plany mamy ambitne. Zobaczymy jak to będzie.
Jestem jak najbardziej zadowolona z niedzieli. Widoki cudne, pogoda fantastyczna, towarzystwo najlepsze. Nogi oczywiście troszkę bolą, w końcu trasa liczyła łącznie ok 15 kilometrów. Killer dalej nie rusza się z łóżka, mimo że mamy już poniedziałek. Zmęczył się chłopak...
A na zakończenie piękny widok na zachód znad zbiornika. Jak dla mnie, IDEALNIE!

Jak minął weekend Kochani?
Odpoczywaliście? Pracowaliście? Akumulatory naładowane?

Buziaki!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu Jesteś.
Bardzo dziękuję za komentarz i Twój poświęcony czas!
Zapraszam ponownie ;)

Ps. Nie spamuj i nie wklejaj linków - mój blog nie jest miejscem na Twoją reklamę.

Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger