Babia Góra w obiektywie

Ostatni raz na Babiej Górze byłam chyba 6 lat temu. Sama nie wiem. Od dłuższego czasu zbierałam się w sobie, by po raz kolejny tam się wybrać. Nie wychodziło mi to totalnie. Było wiele wymówek. Dużo rzeczy do zrobienia. Niesprzyjająca pogoda. Brak motywacji. Brak chęci...

Nagle postanowiłam zrobić coś TERAZ. 

Akcja była dosyć szybka. Rzuciłam hasło - idziemy na Babią. Jutro. Nie czekamy. Bierzemy plecaki na plecy i wyruszamy. Zobaczyć piękne krajobrazy. Poczuć wiatr we włosach. Naładować akumulatory.  Odetchnąć.
Dzień zapowiadał się cudnie. Pięknie świeciło słońce. Było ciepło i przyjemnie. Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy od Zawoi Czatoży. Prawdę powiedziawszy nawet nie przypuszczałam, że na Babią Górę można dojść z tego osiedla. Od dziecka myślałam, że na najwyższy szczyt Beskidów Zachodnich dojdziemy tylko z Krowiarek lub Markowych Szczawin. Brawo Ja.
Na Babią Górę - Królową Beskidów początkowo szliśmy żółtym szlakiem, który doprowadził nas do Schroniska na Markowych Szczawinach. Trasa przebiegała w dużej mierze przez las. Początkowo były dosyć ciężkie podejścia, które z biegiem czasu przemieniły się w delikatną ubitą drogę.
Przy schronisku zrobiliśmy sobie krótką przerwę na kawę. Następnie udaliśmy się dalej czerwonym szlakiem. Nie powiem, dał mi w kość. Był stromy i kamienisty. Jednak po dłuższym zastanowieniu mogę stwierdzić, że w górę idzie się nim dużo lepiej niż w dół.
Nie mogłam się doczekać, aż w końcu wyjdziemy z lasu i będziemy mogli delektować się zjawiskowymi widokami znad kosodrzewiny. Widoczność była bardzo dobra. Spokojnie można było dostrzec Tatry, Jezioro Orawskie, a nawet Żywieckie. 

Szliśmy i szliśmy aż w końcu dotarliśmy na Diablak, liczący 1725 m.n.p.m zwany potocznie Babią Górą. Zapytacie zapewne, dlaczego szczyt nazwano właśnie tak. Otóż jedna z legend mówi, że jest to kupa kamieni wysypanych przed chałupą przez babę; inna natomiast donosi, że Babia Góra to kochanka zbójnika, która skamieniała z żalu widząc, że niosą jej zabitego ukochanego.
Wysokość i wybitność masywu Babiej Góry sprawiła, że w XIX w nadano jej nazwę Królowej Beskidów, a z powodu bardzo zmiennej pogody nazywano ją Kapryśnicą lub Matką Niepogód. 
Nakrycie wierzchnie na Babiej Górze to podstawa. Kurtka chroniąca przed wiatrem totalny must have. Cóż zrobić. Na odsłoniętym terenie wieje niemiłosiernie. 
Wypad mogę zaliczyć do udanych. Po prawie 23 kilometrowej trasie nie czułam zmęczenia. Byłam naładowana pozytywną energią i zmotywowana do działania. Widoki wpłynęły na mnie kojąco. Cieszyły oko. Byłam w siódmym niebie. Naprawdę.
babia góra, beskidy


Będąc w pobliżu koniecznie wybierzcie się na Babią Górę. Gwarantuję, będziecie zadowoleni. 
Sama mam zamiar zdobyć ją jeszcze raz jesienią. 
Już wyobrażam sobie ten kolorowy, jesienny świat.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu Jesteś.
Bardzo dziękuję za komentarz i Twój poświęcony czas!
Zapraszam ponownie ;)

Ps. Nie spamuj i nie wklejaj linków - mój blog nie jest miejscem na Twoją reklamę.

Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger