Wspomnień czar - Hala Krupowa i Polica

Ciepłe, letnie słoneczne dni pozostały już tylko wspomnieniem. Nastała jesień. Niestety taka, jakiej nie lubię. Jest szaro, buro, zimno i deszczowo. Jakaś masakra... 
Zasiadam w fotelu z kubkiem gorącej herbaty z pigwą (tak, tak używam zamiast cytryny) i imbirem. Otulam się kocem. Odpalam komputer. Szukam folderu ze zdjęciami z naszej sierpniowej wyprawy. 
Wycieczki, która była na całkowitym spontanie. Na którą wybraliśmy się dopiero około godziny 14:00.
Zdecydowanie lubię wracać do pięknych momentów. Lubię łapać chwile zarówno w pamięci jak i w obiektywie. Zabieram Was w krótką weekendową podróż na Halę Krupową i Policę. 

Chcę podarować Wam trochę słońca w ten ponury niedzielny dzień.

Na Hali Krupowej byłam kilkanaście  lat temu. Jeszcze w liceum. Szliśmy od strony Sidziny. Tym razem postanowiliśmy wyruszyć od Suchej Góry na Skawicy. Początkowo szliśmy doliną Potoku Skawica Sołtysia. Podejścia momentami były strome i szło się nimi naprawdę mozolnie.  Gdy w końcu wyszliśmy z lasu mogliśmy podziwiać zapierający dech w piersiach widok. 
Z racji tego, że pogoda była idealna, spokojnie mogliśmy dostrzec Tatry. Następnie udaliśmy się na Orąglicę, gdzie znajduje się Kaplica Matki Bożej Opiekunki Turystów. 
Posiedzieliśmy tam chwilę po czym skierowaliśmy się do schroniska by na chwilę odpocząć i zregenerować siły.
Po około godzinnym odpoczynku (byłoby szybciej gdyby nie organizacja pracy obsługi schroniska, która leży i kwiczy... ) udaliśmy się na Policę (1369 m).
. Droga mijała dosyć szybko. W zaledwie 30 minut dotarliśmy na szczyt.
Szczyt, z którego rozciągały się kolejne fascynujące widoki.  Zarówno na Tatry jak i Babią Górę - królową Beskidów, która wydawałoby się - była na wyciągniecie ręki.
Powoli zaczynało się ściemniać. Była już prawie 19:00. Doszliśmy na Cyl Hali Śmietanowej a następnie zaczęliśmy kierować się w stronę samochodu. Gdyby nie zrobiło się tak późno (i ciemno) z pewnością dotarlibyśmy na Mosorny Groń. 
Wycieczka była jak najbardziej udana. Do domu wróciliśmy koło godziny 21:00. Zmęczeni, ale szczęśliwi. Nawet Killer był zachwycony tak wspaniałym spacerem (nie wiem czy wiecie, ale on najbardziej kocha wojaże!)
Cieszę się, że w takie okropne dni jak dzisiaj mogę wracać do dobrych chwil. Pięknych momentów. Przyjemnych podróży. Fenomenalnych widoków. Od razu chce mi się bardziej. Już nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie złota polska jesień. I Babie Lato, rzecz jasna. Przecież astronomiczna jesień jeszcze się nie zaczęła. Helloł!
Wracaj!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu Jesteś.
Bardzo dziękuję za komentarz i Twój poświęcony czas!
Zapraszam ponownie ;)

Ps. Nie spamuj i nie wklejaj linków - mój blog nie jest miejscem na Twoją reklamę.

Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger