Tropikalne olejki do ciała Bielenda - odrobina słońca w ten listopadowy dzień

Listopad. Najbardziej ponury i nostalgiczny miesiąc w roku. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Pogoda nie rozpieszcza. Chłodny wiatr daje się we znaki a o promieniach słońca możemy tylko pomarzyć...
Chciałabym się znaleźć w jakiejś egzotycznej, ciepłej krainie gdzie czas staje w miejscu. 
Zamykam oczy. Pobudzam stery wyobraźni i....
sięgam po tropikalne olejki do ciała Bielenda, które pozwalają poczuć nowy wymiar pielęgnacji...
Monoi de thaiti, odżywczy kokosowy karaibski
Z olejkami polubiliśmy się jakiś czas temu. Urzekły mnie swoim eleganckim designem, miłą dla oka szatą graficzną oraz stosunkowo fajnym działaniem. Kosmetyki ukryte są w wygodnych opakowaniach o pojemności 150 ml z atomizerem w postaci pompki. Pompka, podobnie jak w zmysłowych olejkach Bielenda rozpyla mgiełkę dosyć szeroko, co momentami bywa uciążliwe (zwłaszcza na mniejszych partiach ciała). 
Aktualnie posiadam obie wersje produktów i chętnie podzielę się z Wami mymi spostrzeżeniami na ich temat.
Producent podaje, że tropikalne olejki do ciała Bielenda posiadają kompozycje aktywnych składników poprawiających jędrność i elastyczność skóry. Dodatkowo składniki zawarte w tych kosmetykach przywracają jej blask i odpowiednią kondycję.  
monoi de thaiti, karaibski
Olejek Bielenda Monoi de Thaiti posiada wyjątkowe właściwości regenerujące i wygładzające. W połączeniu ze zmysłowymi nutami zapachowymi egzotycznych kwiatów gardeni tahitańskiej sprawia, że dbanie o skórę staje się niesamowicie przyjemne i relaksujące. Produkt posiada delikatny, ładny, zmysłowy zapach, który utrzymuje się na skórze przez dłuższy czas. Olejek bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, szybko się wchłania i pozostawia skórę miłą w dotyku, miękką, elastyczną, aksamitną  i lekko nawilżoną. 
W olejku kokosowym do ciała Bielenda pokładałam duże nadzieje. Kokos uwielbiam pod każdą postacią i - nie oszukujmy się - myślałam, że kosmetyk mnie oczaruje. Wyobrażałam sobie, że zapach będzie naprawdę zjawiskowy, niebanalny i genialny. Niestety się pomyliłam. Jeśli mam być szczera w niebieskim olejku kokosu w ogóle nie czuję. Nic a nic. Zapach jest przyjemny, słodki ale raczej kojarzy mi się ze śmietankowymi ciasteczkami lub budyniem (aż zrobiłam się głodna!)
Jeśli chodzi o działanie to produkt delikatnie natłuszcza i nawilża skórę. Warto także dodać, że stosunkowo szybko się wchłania.  Pozostawia na skórze przyjemną, aksamitną otoczkę.. Ciało po aplikacji jest miłe w dotyku, miękkie, elastyczne. Skóra jest wygładzona, pachnąca i odżywiona. 

Który olejek został moim faworytem?
Ciężkie pytanie. Pomimo swoich wad i zalet, olejki zasługują na uwagę. Myślę, że znajdą swych zwolenników jak i przeciwników. Mnie osobiście bardziej przypadła do gustu wersja pomarańczowa - Monoi de Thaiti. Egzotyczny, pobudzający zmysły zapach, fajne działanie i cieszący oko dizajn. Jestem na tak.

A Ty?
Znasz olejki do ciała Bielenda?
Masz swoich ulubieńców?

Pozdrawiam ! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu Jesteś.
Bardzo dziękuję za komentarz i Twój poświęcony czas!
Zapraszam ponownie ;)

Ps. Nie spamuj i nie wklejaj linków - mój blog nie jest miejscem na Twoją reklamę.

Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger