Paleta Cieni ZOEVA CARMEL MELANGE - pierwsze wrażenia

Paleta Cieni ZOEVA CARMEL MELANGE - pierwsze wrażenia

Pamiętam, jak jeszcze niedawno w mojej kosmetyczce nie było żadnej palety cieni. Serio. Potrafiłam bez tego żyć. Ba, nie wyobrażałam sobie robienia makijażu oczu. Znaczy się wiesz, kreskę rysowałam ale kolorowe powieki były dla mnie czymś nad wyraz abstrakcyjnym. 
Jak byłam młodsza miałam paletkę z kolorowymi cieniami. Malowałam nią lalki. Gdy trochę podrosłam miałam dwa niebieskie cienie, które okazały się być totalnym niewypałem. Nie wiem czemu je kupiłam, chyba pod kolor oczu. 
Gdy rozpoczęłam przygodę z blogowaniem w moje łapki wpadła paletka Dr Hauschka, która składała się tylko z dwóch kolorów. Użyłam ją raptem dwa razy. 
Potem postanowiłam zaszaleć bardzo delikatnie i zainwestowałam w paletkę LOVELY, która była fajna, jednak na dłuższą metę nie do końca mi odpowiadała. W końcu skusiłam się na zestaw nudziaków od MAYBELLINE. I to był strzał w dziesiątkę. Paletkę wykorzystałam i dalej używam. Chciałam jednak coś więcej. Zainspirowana filmikami na youtube kupiłam paletę Flawless 4 Makeup Revolution, która pozwala tworzyć ogromną ilość makijaży dziennych jak i wieczorowych...
I tyle by mi wystarczyło, ale... na urodziny od Przyjaciółki dostałam kolejną, rewelacyjną paletę o której chciałabym napisać kilka słów. Myślę że warto! 

ZOEVA CARMEL MELANGE, Paleta dziesięciu cieni do powiek


Paleta Zoeva Carmel Melange to zestaw smakowitych kolorów, od delikatnych tonów, poprzez odcień krem brulee aż po gorący karmel. Jest to paleta skomponowana z myślą o kobietach lubiących ciepłe odcienie cieni do powiek. Zawiera 6 matowych, jeden foliowy, 2 satynowe oraz jeden z drobinkami. Każdy cień posiada swoją nazwę.
Paleta Zoeva Carmel Melange znajduje się w eleganckim, kartonowym opakowaniu w kolorze złota i miedzi. Opakowanie jest trwałe, zamykane na magnes. Warto dodać, że paletka nie posiada lusterka. Fakt ten może być dla niektórych minusem. Mnie jakoś to nie przeszkadza.  
Paleta utrzymana jest w tonacji ciepłej, miedzianej. Kolory dobrane zostały w sposób bardzo przemyślany, a co za tym idzie umożliwiają wykonanie pełnego makijażu oka. Znajdziemy tu odcienie  bazowe, przejściowe, konturujące czy też rozświetlające oko. 

Cienie posiadają kremowo-pudrową, aksamitną konsystencję. Są łatwe do nakładania, blendowania, rozcierania. Cienie świetnie współgrają ze sobą oraz idealnie wtapiają w skórę. Produkt w trakcie nakładania obsypuje się naprawdę w minimalnym stopniu. 
Cienie są świetnie napigmentowane, kolory są głębokie i nasycone. Rewelacyjnie prezentują się na powiece. Są bardzo trwałe. Utrzymują się na powiece przez cały dzień.  Odcienie są naprawdę piękne, utrzymane w ciepłej tonacji. Pięknie podkreślają zielone, szare jak i niebieskie oczy. Pigmentacja cieni umożliwia budowanie krycia, a sama praca przy ich użyciu jest bardzo przyjemna. 
Palety Zoeva to zdecydowanie najwyższa liga wśród dostępnych w Polsce palet cieni. Nie mam do tego wątpliwości. Przekonałam się o tym na własnej skórze. I to dosłownie.
Paleta Zoeva Carmel Melange okazała się strzałem w dziesiątkę.  Jestem z niej bardzo zadowolona. Kolory są dobrze dobrane, świetnie sprawdzą się zarówno w makijażu dziennym jak i wieczorowym. Cienie odznaczają się świetną pigmentacją, przyjemną aplikacją i fajną konsystencją .

Paleta Zoeva Carmel Melange jakościowo jest naprawdę bardzo dobra.Kolory nie blakną przy rozcieraniu, można je z łatwością budować.  Cienie znajdują się w wygodnym opakowaniu, które przykuwa wzrok i prezentuje się bardzo elegancko, z klasą. 
Jestem bardzo zadowolona z tej palety i szczerzę mogę ją polecić. Warto w nią zainwestować i za jej sprawą wyczarować na powiekach prawdziwe cuda!



Owsiane ciacha KAROLAJNY

Owsiane ciacha KAROLAJNY

Witaj w niedzielę! 
Dziś przychodzę do Ciebie z moją propozycją słodkości do porannej tudzież popołudniowej kawki. Słodkością, która równie dobrze sprawdzi się jako drobna przekąska w pracy, dodatek do drugiego śniadania czy podwieczorku. 
Chciałabym podzielić się z Tobą przepisem na przepyszne ciastka owsiane. Po raz pierwszy poczęstowała mnie nimi Koleżanka. Były przepyszne! Mega sycące i smaczne. Wstyd się przyznać ale zjadłam je bardzo szybko....
Przepis postanowiłam odrobinę zmodyfikować...Myślałam, zastanawiałam się, kuchciłam aż w końcu powstały one. Ciastka, które szybko powstają a jeszcze szybciej znikają. 
Częstuj się.
I łap przepis oczywiście.

Owsiane ciacha Karolajny


Potrzebujesz ze sklepu/lodówki.:

  • 250 g mąki 
  • 300 g płatków owsianych (dałam górskie i błyskawiczne)
  • 100 g  pokrojonych bakalii (dałam posiekane orzechy włoskie, żurawinę i suszoną śliwkę)
  • 50 g wiórek kokosowych (w pierwotnym przepisie były pestki słonecznika. Myślę, że można je zastąpić tym co aktualnie mamy pod ręką - kokosem, sezamem itp.)
  • 100 g drobno posiekanej czekolady ( u mnie mleczna, gorzka-deserowa oraz biała - tej ostatniej najmniej)
  • 160 g brązowego cukru
  • 180 g margaryny
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
  • 1 jajko

Masz wszystko? No to nie czekaj, tylko bierz się do roboty. Ciastka same się nie zrobią, a kawa nie wypije!


Wykonanie

  • zmiksować jajko z cukrem, tak żeby cukier się rozpuścił 
  • dodać miękką margarynę lub stopniowo dolewać lekko podtopioną (u mnie wersja nr 2) i dokładnie utrzeć (lub zmiksować) do uzyskania kremowej konsystencji
  • stopniowo dodawać suche składniki ciągle mieszając 
  • brytfankę wyłożyć papierem do pieczenia, a na nim wykładać płaskie kółka lub formować różne kształty (np kwiatuszki, serduszka, co dusza zapragnie)
  • ciastka piec w rozgrzanym piekarniku, w temperaturze 180*C przez ok. 15 minut
  • monitorować postępy w pieczeniu, gdyż ciastka bardzo łatwo można przypalić
  • ostudzić i wszamać
Mniam mniam mniam

Omnomnom
Yummy


Dziękuję za uwagę.
Mniam
😻


Ciastka są banalnie proste i maksymalnie szybkie w wykonaniu. Co więcej są bardzo sycące. Znikają w mgnieniu oka. Mogą stanowić świetny dodatek do kawy czy herbaty lub też można je ładnie zapakować i podarować najbliższym w prezencie. Myślę, że będą zachwyceni. Ja bym była 👍


Lubisz ciastka owsiane?
Pieczesz czy raczej sięgasz po gotowe produkty?






Peeling enzymatyczny Lirene z morską algą - hit czy kit?

Peeling enzymatyczny Lirene z morską algą - hit czy kit?

Nie wiem czy wiesz, ale Laboratorium Kosmetyczne Lirene zainspirowane ideą kompleksowego oczyszczania i pielęgnacji skóry stworzyło innowacyjną technologię Algae Pure opartą na synergii działania składników oczyszczających oraz intensywnie pielęgnujących alg. 
Lirene stworzyło peeling enzymatyczny z morską algą, który zawiera kompleks pięciu kwasów owocowych oraz enzym z papai który delikatnie złuszcza i oczyszcza naskórek nie powodując przesuszenia skóry. Morska alga odbudowuje warstwę hydrolipidową naskórka i zapobiega utracie wody. Co więcej peeling wzbogacony został o kompleks trzech ziół(arnika, kokoryczka, cyprys), pobudzający procesy odnowy naskórka, dzięki czemu skóra wygląda promiennie i młodo. 
😍😍😍
Na peeling enzymatyczny Lirene natknęłam się całkiem przypadkiem. Wcześniej nawet nie miałam pojęcia o jego istnieniu. 
Tuż po  zrobieniu badania analizy stanu mojej skóry  udałam się do Rossmann'a w celu zakupu peelingu enzymatycznego. Okazało się bowiem, że tylko takie produkty mogę stosować przy mej przesuszonej i wrażliwej skórze. 

Nigdy wcześniej nie miałam styczności z peelingami enzymatycznymi i bardzo chciałam dowiedzieć się jak spiszą się na mej skórze. 
Peeling enzymatyczny Lirene posiada delikatną, gładką, lekko żelową konsystencję. Jest całkowicie inna od znanych mi do tej pory kosmetyków peelingujących. Peeling nie posiada żadnych drobinek w środku, dobrze rozprowadza się na skórze, a warstwa którą pozostawia jest niewidoczna. 
Peeling enzymatyczny Lirene posiada delikatny, przyjemny zapach. 
Peeling stosuję 1-2 razy w tygodniu. Nakładam cienką warstwę na skórę twarzy, szyi i dekoltu, zostawiam na maksymalnie 10 minut, po czym usuwam pozostałości produktu przy użyciu chusteczki nasączonej letnią wodą. Peeling enzymatyczny Lirene jest bardzo wydajny - już niewielka ilość produktu wystarcza na jednorazową aplikację. 
Skóra po aplikacji jest miła w dotyku, wygładzona, elastyczna, gładka, nawilżona i ewidentnie ujędrniona. Efekt suchych skórek zniknął bez śladu. Peeling jest delikatny dla skóry, dobrze złuszcza martwy naskórek, nie wysusza oraz nie podrażnia. Jest odpowiedni zarówno dla osób ze skórą wrażliwą, przesuszoną jak i naczynkową. 
Peeling enzymatyczny Lirene bardzo przypadł mi do gustu. Mamy tutaj do czynienia z delikatnym, nieinwazyjnym złuszczaniem martwego naskórka. Skóra po zastosowaniu tego peelingu jest naprawdę przyjemna, aż chce się jej dotykać. Mam wrażenie, że jest gładka niczym po najlepszej maseczce. 
Peeling enzymatyczny spełnił moje oczekiwania, pomimo tego, że początkowo sceptycznie podchodziłam do jego działania i prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się spektakularnych efektów. Miło mnie jednak zaskoczył.


Jakie peelingi do twarzy używasz?
Co sądzisz o peelingach enzymatycznych? 

Pozdrawiam



Pielęgnacja ciała z Elfa Pharm Vis Plantis - żurawina i malina moroszka - powrót do lata

Pielęgnacja ciała z Elfa Pharm Vis Plantis - żurawina i malina moroszka - powrót do lata

Gdy za oknem zima na całego marzę o lecie. Chcę przenieść się do ciepłej krainy. Gdzie słońce świeci całymi dniami, w powietrzu unosi się zapach świeżo zerwanych malin, a ja delektuje się chwilą leżąc na hamaku i nasłuchując śpiewu ptaków.
Moja fantazja pracuje na pełnych obrotach. Nie ma co.
Niestety do takiego stanu rzeczy odrobinę czasu brakuje, dlatego korzystając z okazji postanowiłam urządzić sobie małe domowe spa. 
Bo czasem trzeba. 
Odpocząć po ciężkim dniu, nabrać dystansu do otaczającego świata, zrelaksować się. 
Sięgam zatem po cudowną serię do ciała VIS PLANTIS z żurawiną i maliną moroszką, która pozwoli "wychillować" się na maxa!

TEGO MI TRZEBA.

Dwa niepozorne produkty, które odznacza miła dla oka szata graficzna. Niewątpliwie przyciąga wzrok i budzi same pozytywne emocje. Przynajmniej u mnie. 
Jeśli chcesz cieszyć się zdrową, piękną i zadbaną skórą postaw na odpowiednią pielęgnacje. Żel pod prysznic, który obłędnie pachnie i dodatkowo świetnie oczyszcza jest bardzo ważny. Warto jednak pamiętać że tuż po kąpieli nasze ciało wymaga większej uwagi. Dajmy mu to, co naprawdę potrzebuje. Odpowiednie nawilżenie i odżywienie za sprawą balsamu, kremu czy masła do ciała. Gwarantuje, że nasza skóra nam za to podziękuję i będzie prezentować się naprawdę super!

3...
2...
1...
0...
CZAS NA DOMOWE SPA.


Żel pod prysznic do codziennej pielęgnacji ciała zawierający ekstrakt z żurawiny i maliny moroszki o aromatycznym, owocowym zapachu doskonale oczyszcza i odżywia skórę nadając jej niepowtarzalnej miękkości. Produkt nie zawiera parabenów, silikonów, barwników, SLS czy SLES.
Kosmetyk ukryty jest w eleganckiej, wygodnej i praktycznej butli o gramaturze 400 ml. Żel posiada przeźroczystą konsystencję, dobrze rozprowadza się na skórze, a po kontakcie z wodą tworzy przyjemną pianę, która otula ciało. Zapach kosmetyku jest OBŁĘDNY! Jestem nim po prostu oczarowana. Żel pachnie zarówno słodko, owocowo, świeżo. Świetnie orzeźwia skórę. Fenomenalnie sprawdzi się latem, kiedy chcemy się schłodzić, a nasze ciało potrzebuje lekkiego orzeźwienia. 
Żel spełnia obietnice producenta. Skóra po aplikacji jest miła w dotyku, delikatna oczyszczona i  odświeżona. Pachnie bardzo przyjemnie i subtelnie ...
Aby ten zapach utrzymał się na skórze dłużej sięgam po kremowe masło do ciała żurawina i malina moroszka, które pozwala utrzymać piękną skórę o zdrowym wyglądzie. Dobrze ją odżywia i prawidłowo nawilża. 
Masło posiada lekką, przyjemną ale i treściwą konsystencję. Bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, szybko się wchłania pozostawiając ją miłą w dotyku, aksamitną, jedwabiście gładką,  nawilżoną oraz odżywioną. Przy regularnym stosowaniu można zaobserwować naprawdę fajne efekty. Skóra jest elastyczna, pełna blasku, wygląda zdrowo i promiennie. Kosmetyk nie uczulił, nie podrażnił. Nie pozostawiał również tłustego filmu czy lepkiej warstwy co jest niebywałym plusem. Nie tłuści ubrań. Ma mega przyjemny zapach, który utrzymuje się na skórze przez dłuższy czas. Uważam, że produkt rewelacyjnie sprawdzi się o osób mających skórę suchą i odwodnioną. U mnie spisał się na piątkę z plusem!


Moja skóra bardzo polubiła cudownie pachnący duet Vis Plantis. Produkty sprawdzą się idealnie latem, kiedy to potrzebujemy lekkiego orzeźwienia jak i zimą, gdy chcemy w ekspresowym tempie teleportować się do słonecznego świata.

Znasz kosmetyki  Elfa Pharm Vis Plantis?
Czy miałeś do czynienia z duetem malina moroszka i żurawina? Jeśli tak, jak wrażenia?







Moja pielęgnacja stóp z L'Biotica

Moja pielęgnacja stóp z L'Biotica

Pomimo tego, że lato pozostało już tylko wspomnieniem, chciałabym podzielić się moimi sprawdzonymi sposobami na utrzymanie pięknych i zadbanych stóp. O każdej porze roku rzecz jasna. Nawet teraz, gdy za oknem śnieg i mróz. 
Przyznam, że odkąd pamiętam  ograniczałam się tylko do zastosowania soli do stóp, jakiegoś pumeksu i kremu. I tyle. O tarce nie było mowy. Oczywiście do czasu!
tarka cudo
Gdy dowiedziałam się, że L'biotica wypuściła na rynek Tarkę do stóp Express Pedicure - CUDO Silkyfeet - wiedziałam, że jest to produkt, który przetestować muszę. Z czystej ciekawości. Zaintrygował mnie na maksa. Przemówiły do mnie również zapewnienia producenta, który obiecuje natychmiastowy efekt miękkich stóp już po pierwszym użyciu. Co więcej, tarka ma za zadanie usunąć najtwardsze zrogowacenia, odciski i twardą skórę stóp. 
Silky Feet to najnowszy, najszybszy i najskuteczniejszy sposób by bezboleśnie i co najważniejsze szybko, przywrócić stopom zdrowy wygląd. Sekret skuteczności Silky Feet to precyzyjne, minipilniczki ścierające, które delikatnie i skutecznie usuwają zgrubienia i martwy naskórek, tak by przywrócić stopom dziecięcą gładkość, delikatność i komfort, który każdy z nas uwielbia.

tarka cudo \
No dobra... początkowo trochę sceptycznie podchodziłam do tych zachwalań producenta. Nie sądziłam, że taki niewielki, niepozorny przedmiot może sprawić tyle dobrego. A jednak. Nie na darmo tarka nazywa się CUDO. Jest cudowna! 
Tarka jest niewielka, posiada ergonomiczną rączkę, którą bardzo dobrze trzyma się w dłoni. Delikatnie i skutecznie ściera martwy naskórek czy stwardniała skórę bez podrażnienia tudzież ranienia stóp. Przed użyciem tego cuda nie ma potrzeby moczenia stóp. Po zastosowaniu tego urządzenia skóra stóp jest miła w dotyku, delikatna, gładka jak pupa niemowlaka. Może to trochę kuriozalne porównanie, ale taka prawda. Stópki są naprawdę wygładzone. Nie ma mowy o ranieniu i kaleczeniu. Tarka jest wielokrotnego użycia, jest bardzo łatwa w utrzymaniu czystości, poręczna i funkcjonalna. Odkąd ją wypróbowałam, na dobre zagościła w mej kosmetyczne. Co więcej, wielu koleżankom ją poleciłam i .... również zawładnęła ich sercem. Może i Ty się skusisz i postawisz na CUDOwną tarkę do stóp od L'Biotica?
tarka cudo
💔💔💔

Oprócz tarki do stóp CUDO w mojej łazience nie może zabraknąć regenerującej maski do stóp L'biotica. 
Regenerująca maska do stóp w postaci nasączonych kremem skarpet to profesjonalny zabieg, który można wykonać we własnych czterech kątach. Maska w postaci nasączonych skarpet skutecznie regeneruje i nawilża. Aktywne składniki naturalne, takie jak masło shea, ekstrakt z jabłka oraz mięta wygładza oraz silnie regeneruje podrażnioną, spierzchniętą, suchą, popękaną, zrogowaciałą skórę stóp znacząco poprawiając jej stan oraz wygląd. Skóra po aplikacji staje się miękka, delikatna i aksamitna.  Dzięki nowoczesnej technologii aktywne składniki zawarte w masce wnikają nawet w najgłębsze warstwy skóry.
tarka Cudo
Już po pierwszym użyciu skóra jest zregenerowana, nawilżona i gładka. Znika uczucie szorstkości . Efekt niestety mija po paru dniach, dlatego dla podtrzymania warto sięgnąć po inne produkty do pielęgnacji stóp. Chociażby po wyżej wspomnianą tarkę, którą zachwycam się do dzisiejszego dnia!


Znasz tarkę CUDO L'biotica?
Jak aktualnie prezentuje się Twoja pielęgnacja stóp?

NIVEA, MicellAIR Skin Breathe - profesjonalny płyn micelarny - moje wrażenia

NIVEA, MicellAIR Skin Breathe - profesjonalny płyn micelarny - moje wrażenia

Odkąd tylko pamiętam usuwanie makijażu było dla mnie procesem długotrwałym i czasochłonnym. Z uporem maniaka szukałam idealnego produktu, który perfekcyjnie zmyje pozostałości kolorowych kosmetyków, oczyści skórę twarzy i co najważniejsze - nie uczuli. 
Kilkakrotnie zdarzyło mi się, że znalazłam produkt godny polecenia. I byłam mu wierna przez dłuższy moment, dopóty dopóki nie spowodował zapchania porów i wysypu niedoskonałości. Gdy tak się działo byłam zmuszona go odstawić. Nie chciałam się męczyć.
Szukałam dalej... aż w końcu moją uwagę przykuł płyn micelarny w czarnym opakowaniu. Płyn wyglądający całkiem nietuzinkowo i nieszablonowo. Zdecydowanie odznaczał się na sklepowej półce. Postanowiłam go sprawdzić. Wypróbować. Byłam niebywale ciekawa co to takiego....


Nivea Profesjonalny Płyn Micelarny Micellair
~oczyszczanie twarzy~


to bohater dzisiejszego wpisu...

Słyszałeś o nim?

#nivea

Masz trudności z szybkim usunięciem długotrwałego makijażu? Jeśli tak, to produkt jest skomponowany idealnie dla Ciebie.

Odkryj NOWY PROFESJONALNY płyn micelarny NIVEA MicellAIR Skin Breathe rekomendowany przez makijażystów. Producent podaje, że innowacyjna formuła z kompleksem MicellAIR i ekstraktem z czarnej herbaty działa jak magnes, skutecznie usuwając długotrwały makijaż oraz tusz do rzęs. Dzięki temu płyn efektywnie i oczyszcza twarz, oczy i usta chroniąc rzęsy. Bez spłukiwania. Bez pocierania. Bez pozostałości po makijażu i tłustego filmu. Twoja skóra jest czysta, wygląda zdrowo i pięknie. 

Początkowo byłam bardzo sceptycznie nastawiona do obietnic producenta. Cała ja. Nie uwierzę dopóki nie spróbuję. 

Spróbowałam...

Co więcej, śmiało mogę stwierdzić, że płyn spełnił me oczekiwania
Produkt zamknięty został w dużej i wygodnej butelce o gramaturze 400 ml. Jak już wcześniej wspomniałam szata graficzna kosmetyku przyciąga. Rzadko kiedy można natknąć się na płyn micelarny zamknięty w czarnym opakowaniu.
Sam płyn jest przeźroczysty. Posiada delikatny, przyjemny zapach. Profesjonalny płyn micelarny szybko zmywa makijaż, zarówno ten normalny jak i mocniejszy, wodoodporny. Zdecydowanym atutem jest fakt, że nie trzeba trzeć oczu. Wystarczy nasączony płynem płatek kosmetyczny przyłożyć do powieki i pozostawić na 10 sekund, a następnie lekko przetrzeć i gotowe. Płyn nie jest tłusty, nie lepi się. Pozostawia skórę miłą w dotyku, delikatną. Nie powoduje uczucia ściągnięcia i nie wysusza skóry. Nie podrażnia, nie uczula, nie szczypie w oczy - co również jest niebywałym plusem. 

Z ręką na sercu polecam ten płyn micelarny. Sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Nie dosyć, że jest wydajny, to wyjątkowo dobrze radzi sobie z mocnym makijażem. Doskonale domywa podkłady, wodoodporne tusze do rzęs, szminki czy kredki i eyelinery. Po zastosowaniu skóra jest czysta,, świeża i wygląda naprawdę zdrowo!


Myślę że warto spróbować!

Znasz Profesjonalny płyn micelarny Nivea?
Jeśli tak co sądzisz na jego temat??




Zatrzymaj wspomnienia z fotokalendarzem PIXBOOK

Zatrzymaj wspomnienia z fotokalendarzem PIXBOOK

Styczeń, luty, marzec, kwiecień....
Czas biegnie nieubłaganie...
Właśnie zorientowałam się, że końcówka października za pasem. Potem listopad, grudzień... Coraz bliżej święta... a jak święta to i Sylwester. Sylwester i Nowy Rok rzecz jasna. Nowe plany, postanowienia, marzenia i .... nowy kalendarz.
Niektórzy na zakup kalendarza czekają do ostatniej chwili. Inni idą przypadkiem na zakupy i kupują pierwszy lepszy. Biorą co popadnie. Można i tak.
A ja???

Od wielu lat praktykuje zasadę zakupu kalendarza wcześniej. Dużo wcześniej. Na przełomie października i listopada. Mój kalendarz za każdym razem jest inny, nieszablonowy, nietuzinkowy i mega sweetaśny. Zastanawiasz się dlaczego?
Uwielbiam produkty personalizowane. Dopasowane do mojego stylu czy potrzeb. Takie, które świetnie wpisują się w mój gust, genialnie komponują się z moimi wnętrzami i co najważniejsze cieszą wzrok. Od trzech lat sama projektuję i zamawiam fotokalendarz przez Internet. Kalendarz, będący swoistego rodzaju foto-wspomnieniami z całego roku. 
Odkąd pamiętam podobały mi się kalendarze ze zwierzakami. Nie jest więc niczym nowym motyw przewodni fotokalendarza, który projektuje - mój psiak. Tworząc personalizowany fotokalendarz skrupulatnie dobieram zdjęcia, by pasowały do danego miesiąca czy pory roku. Z racji tego, że uwielbiam wszelkiego rodzaju fotoksiążki, fototapety, fotoobrazy projektowanie tego wszystkiego sprawia mi wiele radości.
W tym roku, postanowiłam zamówić personalizowany fotokalendarz na stronie www.pixbook.pl. W asortymencie sklepu znajdziemy zarówno fotoksiążki, fotoalbumy jak i fotokalendarze w różnych wielkościach. U mnie najbardziej sprawdza się rozmiar A3 i taki zazwyczaj zamawiam.
Strona pixbook.pl, jest bardzo przejrzysta a sam proces projektowania fotokalendarza przyjemny i stosunkowo dosyć szybki. 
Wpierw wybieramy format oraz szablon naszego fotokalendarza, wgrywamy zdjęcia, wpisujemy ważne daty które mają znaleźć się na jego stronach (np urodziny najbliższej przyjaciółki, rocznica ślubu, święta), upiększamy go klipartami  i voila. Akceptujemy projekt, wrzucamy do koszyka, opłacamy zamówienie i z niecierpliwością wypatrujemy kuriera!

Proste?
Proste! Dziecinnie proste!
Aha, zapomniałam dodać, że możemy zamówić ozdobne opakowanie prezentowe fotokalendarza, które prezentuje się nad wyraz elegancko. 
Czas realizacji personalizowanego fotokalendarza jest bardzo szybki, wynosi ok. 24 h + czas dostawy. 
Myślę, że taki fotokalendarz świetnie sprawdzi się jako element wystroju wnętrz albo prezent dla rodziny czy przyjaciółki. 
❤❤

Fotokalendarz jest  prezentem niebywale praktycznym a jednocześnie wzruszającym. Okrągły rok ze zdjęciami i ważnymi dla Ciebie datami w jednym miejscu.  Na 13 
stronach fotokalendarza śmiało możesz umieścić dowolną liczbę zdjęć oraz zaznaczyć urodziny najbliższych, rocznice, święta i wiele innych ważnych dni.  
❤❤
Sądzę, że jest to genialny pomysł na prezent zarówno dla siebie jak i naszych bliskich. Zwłaszcza   teraz, gdy święta zbliżają się pełną parą!


Czy lubisz otrzymywać personalizowane prezenty?
Czy skusiłbyś się na fotokalendarz?

Daj znać w komentarzach!








Ps. Mam dla Ciebie kod rabatowy KAROLAJNEL, który upoważnia Cię do zakupu fotokalendarza w formacie A3 (pion) już za 19 zł 😎Kod ważny do 5.12.2018r.



Copyright © 2016 My little world by Karolajn , Blogger